Koh Samui
Koh Samui jest trzecią, po Phuket i Koh Chang największą wyspą Tajlandii i drugą, po Phuket najbardziej skomercjalizowaną. Na jej kilkunastu bajecznych plażach oraz w głębi lądu na bogatych turystów na zorganizowanych wycieczkach czeka kilkaset hoteli i resortów plażowych. Turyści budżetowi też znajdą coś dla siebie na jednej, czy dwóch plażach, choć znacznie większy wybór jest na pobliskiej wyspie Koh Pha Ngan.
Plaże są piękne i zadbane, woda jest idealna, warunki do uprawiania snorkelingu i morskiego kajakarstwa są wyśmienite. Na wyspie jest kilka dość ciekawych miejsc do zobaczenia, na przykład wielki, dwunasto metrowy posąg Buddy w Wat Phra Yai, kilka dość efektownych wodospadów, czy słynne skały w charakterystycznym kształcie penisa i vaginy. Można też odwiedzić farmę węży i krokodyli, małpi teatr, ogród motyli, akwarium morskie i pojeździć na słoniu. Około 20 kilometrów od Ko Samui znajduje się Morski Park Narodowy Ang Thong, mały, tropikalny raj, gdzie można popłynąć na jednodniową wycieczkę.
Jak się dostać na Koh Samui
Na wyspie znajduje się międzynarodowe lotnisko obsługujące głównie czartery z Europy.
Promy z Surat Thani kursują regularnie, podróż promem ekspresowym trwa 3-4 godziny, a powolnym promem nocnym 6 do 7 godzin.
Opinie o Koh Samui
MichałKo Samui - rajska wyspa, może trochę brudna, zaśmiecona i zabetonowana. Plaże i morze owszem ładne a dla nowicjuszy nawet zachwycające bo palmy i ciepłe morze ale na tym kończy się niestety lista zalet. Wyspa jest nieustannie zabudowywana lecz bez żadnej koncepcji czy planu. Nieustannie jeżdżą obskurne gruszki i leją beton nawet w nocy, ciągle coś się buduje, przy czym nawet w sezonie ilość wolnych miejsc przewyższa te zajęte przez turystów i wszystko na sprzedaż, tylko nikt rozsądny nie kupuje bo po co kupować coś co nigdy nie będzie moje (grunt nie może być własnością cudzoziemca) i do tego drożej, niż na lazurowym w sąsiedztwie slumsy z tego co zostało po budowie. Tylko nikt nie pomyślał choćby zabetonowaniu poboczy i zrobieniu tzw. chodników dla pieszych (bo przecież pieszy to istota ludzka nie wstępująca w Tajlandii, pieszo chodzą tu tylko bezpańskie psy lub podludzie), których nie ma nawet przy głównych drogach a pobocza zajmują zazwyczaj stragany, garkuchnie na motocyklu oraz sterty śmieci, bo na całej wyspie nie ma czegoś takiego jak publiczny kosz na śmieci, więc zdesperowani turyści muszą nosić plastikowy woreczek z i do najbliższego sklepu 7 eleven, bo tu kosze są. Ale Tajowie nie robią z tego problemu, wyrzucając wszystko co niepotrzebne gdzie popadnie. Tak więc piesze wycieczki poza plażą nie należą do przyjemnych a mogą skończyć się np. w szpitalu biorąc pod uwagę, iż tutejsi kierowcy widząc przeszkodę nawet nie zwalniają bo szkoda hamulców i paliwa, ani nawet nie ostrzegają sygnałem, tylko jeśli się da omijają a jeśli się nie da szpital i problemy ale dla pieszego, bo to on wkroczył na trajektorię pojazdu i maska wgięta lub szyba stłuczona, a tu pojazd a zwłaszcza nowa taczka z dużym silnikiem wyposażona w jedynie w klimę i radio, bo po co airbagi, przecież ich nie widać, zwana tu pickup-em to podstawowy wyróżnik statusu społecznego. Cóż turyści są bogaci więc nie muszą chodzić pieszo więc po co chodniki. Poza tym chordy bezpańskich i pańskich psów przy drogach, przy czym te bezpańskie są zazwyczaj niegroźne w przeciwieństwie do tych drugich, a pogryzienie turysty może okazać się problemem nie dla właściciela psa a dla samego poszkodowanego bo z tubylcem lepiej nie zadzierać. O ile spotkanie z pieskiem zakończyć się może małą ranką to spotkanie z właścicielem wizytą w szpitalu. A policja w najlepszym wypadku nic nie wie a może okazać się, że agresorem nie był pies czy jego właściciel ale turysta, który pijany chciał przerobić biednego pieska na tajską potrawkę a jeśli przy tym obraził boskie popiersie bynajmniej nie Buddy ale jednej z ziemskich istot, trafi z pewnością wprost na długie lata do jednego z licznych słynnych tajskich spa, w których relaksują się ci turyści dla których tajska zupa była zbyt ostra. Odnośnie kuchni - zazwyczaj wszystko przygotowywane jest na oczach gościa - gdzieś w misce pod zlewem, gdzie zazwyczaj myje się ręce po wyjściu z toalety, czekają owoce morza ale szybciutko wprawne ręce kucharza, chili, trochę liści i potrawka gotowa. Potrawy serwuje się wg tajskiej tradycji na plastikowych talerzykach, ale bynajmniej nie jednorazowych ale długowiecznych, których żywot kończy się tylko wtedy, gdy przypadkiem trafią wprost do kuchennego ognia. Zasiada się w eleganckich również plastykowych krzesłach o kolorze zależnym tylko od wieku krzesła, które ponieważ ma małą szansę trafienia do kuchennego ognia służy wiecznie i nie boi się wandali, bo złamanie krzesła może skończyć się dla potencjalnego złoczyńcy złamaniem ręki przez właściciela a nogi przez ewentualnie interweniującego policjanta. Krzesłom towarzyszy ku zaskoczeniu nie plastykowy ale bambusowy stolik skrzętnie okryty oczywiście plastykowym obrusem zwanych u nas ceratą a plastykowemu talerzykowi i ku zaskoczeniu metalowa łyżka i aluminiowy widelec, który wg tajskiej tradycji nie służy bynajmniej spożywaniu posiłku ale nagarnianiu strawy na łyżkę, gdy omylnie spróbuje się odwrotnie widelec wygina się w ósemkę. Cóż jedzonko całkiem dobre jak ktoś lubi ogień w ustach, do tego dużo lodu i butelka lokalnego czegoś w rodzaju rumu zwanego przez tutejszych szumnie whiskey i wychodzimy bez uszczerbku na zdrowiu i z dobrym samopoczuciem, pod warunkiem, że nie zauważymy ile zapłaciliśmy za to przydrożne jedzonko. Jak zajrzymy na pewno nie zawstydzi nas wydawałoby się niska kwota należna miejscu zapłaconego rachunku. Zaś w nadmorskiej coś w rodzaju naszej smażalni (tutaj grilowni bo smażenie nie ekologiczne a olej palmowy to tutaj towar deficytowy), do której zaprasza nas naganiacz, który ku zaskoczeniu okazuje się również kelnerem, zamawiamy wymarzonego homara sądząc po cenie, której nie powstydziłaby się żadna knajpka na europejskiej riwierze, że będzie to wspaniały okaz, otrzymujemy wbrew tajskiej tradycji na może troszkę poobijanej ceramice, bo przecież skrupulatnie ręcznie mytej w cennej tu chłodnej wodzie a nie w jakiejś maszyno - wyparzarce, homarzyka, cóż się dziwić komary też są tu niewielki tylko gryzą dotkliwe podobnie jak rachunek z naszej knajpki. Ach zapomnieliśmy o butelce markowego gronowego wina z Europy, bo tutejsze robi się z longanu jak u nas z jabłek, choć warunki klimatyczne nie przeszkadzają uprawie winorośli, w cenie 3 godzin masażu, które okazuje się marką ekskluzywną u nas dla Biedronki czy Lidla. I na koniec długo oczekiwany masaż tajski w cenie lampki wina z Lidla z tutejszej smażalni i ku zaskoczeniu nie jesteśmy zaskoczeni rzeczywiście tajski lub rajski, w zależności od masażystki - te starsze robią tajski a młode i atrakcyjne prawdziwy rajski. Ale to już inny wątek i powód dla którego naprawdę warto odwiedzić wyspę i kraj tylko błagam bez towarzystwa a zwłaszcza współmałżonka i nie mam na myśli tylko Panów czy Panie, bo dla każdego coś się znajdzie, nawet na wyszukane gusta biuściasta laska z kutaskiem . I tym miłym akcentem kończę swoje opowieści z Ko Samui i Tajlandii.
koh samuibrudne,smierdzace jedzenie,chyba ,ze dodadza kokosowe mleczko,cytrynowa trawe i chilli,wtedy nie czuc zapachu zepsutego miesa. woda metna,nie widac po czym sie chodzi ani jak gleboko.chore,biedne psy na ulicach i plazach.biedni ludzie mieszkajacy w barakach z dykty.budda pomalowany na kolorowo,a raczej ozlocony.jak zobaczysz jednego to starczy,inne wygladaja tak samo.nurkowac sie nie da, bo nic nie widac.koralowce umieraja.pokazy sloni, malp itd.to meczarnia zwierzat.zobacz jak wyglada od tylu, w jakich warunkach sa trzymywane i w jakim stanie zdrowotnym sa to bedziesz plakac.tak dlugo jak beda turysci chcacy zrobic sobie zdjecie z malpka,malym tygrysem,krokodylem tak dlugo bedzie trwala meczarnia tych zwierzat.w tajlandii nie ma paraw chroniacych zwierzat.a te tajeczki jak kolega pisze,to sa dzieci z biednych rodzin,ktore zmuszane sa do prostytucji przez rodzine.sa czasami jedynym zrodlem dochodu calej wieloosobowej rodziny.a panow z europy,ameryki i australii,ktorzy z tych uslog korzystaja nazywa sie "farang".piekne sa palmy.to jest wyspa palm.
robsonMoze nie zachwycajace ale na pewno warte odwiedzin. co prawda po drodze z lotniska wita cie starbucks i tesco ale potem jest juz tylko lepiej. polecem pazdziernik - goraca, deszcz 3xdziennie po pol godz, poza tym pieknie. plaze nie przeludnione(X) restauracje i bungalowy na plazy nie drogie. sporo opcji wycieczkowych, super miejsce na kilka dni i...w droge ;)
alexTo jest moje miejsce na ziemi. Chcesz spokój, masz spokój, chcesz poszaleć, masz Lamai, chcesz pooglądać bogoli, masz Chawang, chcesz pobyć z naturą, skuter i w górę, chcesz słonia, masz słonia, żarcie paluchy lizać, jak chcesz to podjedziesz i masz i MCDonalda i KFC, chcesz Buddę masz i to dużego, chcesz mieć towarzystwo a nie tylko szybki numerek - masz nienachalne tajeczki, żyć nie umierać. Wrócę tu na pewno.
bulbcicho i ślicznie. Doskonałe miejsce na koniec podróży, odpoczynek i słońce, spacery po pięknej plaży do gotowych do kopulacji skał - dziadka i babci. Jedyne miejsce w Tai gdzie jadłyśmy w restauracji i było naprawdę warto. Masaże w hotelach spa tak profesjonalne że ...ech, co tu mówić. Jedyne miejsce poza czang mai, gdzie z czystym sumieniem polecam masaż głowy i "organów wewnętrznych". Czytam tu że dużo turystów, że druga po Pukecie... Puket był koszmarny a na Samui obleśne angole urzędowały tylko w centrum. A tam nie chodziłyśmy, bo po co? Turystów w naszej okolicy nie było wcale poza jakąś para rastaholendrów. Tylko drinki zamawiac trzeba od razu bez cytryny, bo inaczej wszystko smakuje tak samo:)
MarcinKRJa po prostu nie lubie takich komercyjnych miejsc. Troche jak turystyczna fabryka. Ale jeżeli ktos szuka plaży w dzień i imprezowania nocą to dobrze trafił, a przy okazji można się wybrać na ciekawe wycieczki: obowiązkowo Ang Thong.
ewaKoh Samui to piękna wyspa, wspaniałe plaże i smaczne oraz niedrogie jedzenie. Wrócę tam jeszcze raz......
PapatitiPiekna wyspa z cudownymi plazami, pieknym morzem i najlepszym jedzeniem jakie jadlam w Tajlandii kupionym na ulicznych stoiskach. Jedyna wada - miejsce bardzo nastawione na seks turystyke, ale mozna od tego uciec mieszkajac z dala od centrum Chaweng i Lamai.
waldiDroga? Prosze Cie, ceny w wielu polskich miastach sa znacznie wyzsze. Jedznie, noclegi, zabawy, masaze ... wszystko za przystepna cene dla przecietnego Polaka. Spedzilem tam ponad kwartal i na ceny nie moge narzekac. Jedne co jest drogie na Samui to taksowki, ale zawsze mozna przemieszczac na wypozyczonym skuterze, samochodzie albo na specjalnych lokalnych PickUp-ach ''Tuk Tuk" (naprawde ''za grosze'', oczywiscie nie lepiej mniej wiecej wiedziec ile co kosztuje, bo lubia wykorzystac ''niewiedze'' i powiedziec np. 20-40zl za maly kursik, a na prawde jak sie pokza 4-5zl i pokiwa glowa, z usmiechem sie zawsze godza i dziekuja). Ale mysle, ze mowiac ''droga'' miales(as) raczej na mysli koszty dostania sie tam, ale tutaj trzeba liczyc kazde miejsce na dalekim wschodzie w podobnych granicach, bo ceny tam mysle, ze sa ~25-35% tansze niz nad polskim morzem, a na Pha Ngan to juz w ogole, zyc nie umierac 50% jak nic
