Ja niestety nie polecam tego miejsca. W porównaniu z Khajuraho lub Bundi wypada naprawdę bardzo, bardzo blado. Niektórzy piszą że wspaniałe jest tu to, że pałace są opuszczone i zaniedbane. Że dzięki temu są prawdziwe... No jeśli dla niektórych utrzymywanie zabytków w dramatycznym brudzie, z górami śmieci walającymi się po kątach jest prawdziwe to ok. Poza tym podczas swojego dotychczasowego pobytu w Indiach nie byłem w bardziej śmierdzącym miejscu (a za nami już między innymi Delhi i Agra). Co do spokojnego klimatu tego miasteczka to jakoś nie było mi dane go odczuć. Poza tym mało turystów? Bez przesady. Hotele, guest housey i turyści na każdym kroku. Ogólnie bardzo odradzam i dziwią mnie zachwyty nad tym miasteczkiem
Niezwykłe, zachwycające i naprawdę magiczne miejsce. Będąc w tej części świata nie można go pominąć. Osobiście polecam wybranie opcji 3-dniowej [do wyboru jest także bilet na 1 i 7 dni] - dwa pierwsze dni tuk-tukiem [duży i mały krąg] i ostatniego dnia wypożyczenie roweru za dolara na cały dzień i odwiedzenie najciekawszych waszym zdaniem świątyń w ten właśnie sposób. Jeszcze rowerem po całym kompleksie Angkor jest bardzo przyjemne - równe drogi, płaski teren. Czysty relaks :]
Bardzo fajne miejsce. Trochę w Azji już widziałem i po Siem Reap spodziewałem się że będzie niczym więcej jak noclegownią dla Angkor. Okazuje się jednak że to naprawdę całkiem sympatyczne miasto. Przede wszystkim przesympatyczni ludzie. Poza tym absurdalnie wręcz niskie ceny - lokalne, pyszne kluchy z warzywami i kurczakiem za dolara, małe piwo w knajpie za pół itp. Od siebie szczególnie polecam lekcje gotowania w restauracji Temple. Koszt to 10 dolarów. W ramach tego uczymy się przygotowywać wybrany przez nas starter, danie główne i deser, dostajemy koszulkę, picie, mamy spacer na miejscowy targ z omówieniem wszystkich lokalnych warzyw i owoców. Poza tym oczywiście na końcu konsumujemy wszystko to co przygotowaliśmy. Jedzenia jest masa. Ja z moją dziewczyną wzięliśmy jedną lekcję [ja gotowałem, ona robiła zdjęcia] a potem obydwoje najedliśmy się do syta. Warto dodać że przygotowane przez nas potrawy w menu kosztowały łącznie 9 dolarów... Absolutnie genialna sprawa.
Do wysp i plaż Tajlandii czy tez Malezji się nie umywa ale warto tam spędzić kilka dni będąc w Kambodży. Tym bardziej że jest całkiem nieźle skomunikowane z resztą kraju - za 10 dolarów można tu dojechać nocnym autobusem vip [trzy miejsca w rzędzie, baaardzo wygodny] z Siem Reap natomiast podróż z lub do Phnom Penh to raptem 5 godzin. Pyszne niedrogie jedzenie, przyzwoite plaże. Na kilka dni w sam raz.
PS. Bądźcie wyrozumiali dla tutejszych mieszkańców i nie irytujcie się gdy co 10 minut do waszego stolika czy też leżaka na plaży będzie podchodził ktoś chcąc sprzedać okulary, bransoletki i inne pierdoł. Pamiętajcie że dla tych ludzi to często jedyna możliwość na zarobienie chociaż tych kilku groszy dziennie. Podobnie zresztą ma się sprawa z kalekami, którychh także tu nie brakuje. Winowajca jest jeden. Miny...
Na kilka dni jak najbardziej ok. Ma swój klimat, zupełnie inny od pozostałych dużych miast Azji płd-wsch. To taka trochę wielka, miejska wieś :]. Zalety to na pewno śmiesznie tanie noclegi [3 dolary za przyzwoity pokój z wiatrakiem i darmowym wi-fi] i tak jak w całej Kambodży pyszne jedzenie. Naprawdę wymiata :D. Co do atrakcji to byłem tylko na polach śmierci, robią wrażenie, owszem ale nie spodziewajcie się czegoś co wgniecie was w fotel...
Miejsce jak z koszmaru... Sama granica jeszcze bez problemów. Uważajcie tylko po stronie tajskiej na "fałszywą granicę" rikszarz najpewniej będzie was chciał wysadzić pod takim białym budyneczkiem przy jednym ze skrzyżowań do którego prowadzą znaki "border", powita was wówczas "pogranicznik" mówiąc że jesteś na granicy itp. Olejcie go i zarządajcie aby was zawiózł na prawdziwą granicę a nie ten cyrk. Jak będzie się upierał i mówił że to jest prawdziwa i innej nie ma powiedzcie "no border, no money" - to zawsze działa. Ja później jak już przyszło do płacenia zapłaciłem połowę umówionej kwoty mówiąc że za to że chciał nas oszukać dostanie mniej. Nie protestował. Po Kambodżańskiej stronie to już natomiast jest cyrk. Miastem rządzi autobusowa mafia. Są dwa dworce autobusowe, jeden oficjalny, drugi natomiast "international" obsługiwany jedynie przez jedną firmę. Chcąc nie chcą będziecie musieli z niego skorzystać ponieważ nikt, ale to nikt nie wskaże wam ani nie zawiezie was na ten prawdziwy dworzec... Po prostu będą się bali to zrobić. Najlepiej po prostu wykupić w Bangkoku łączony bilet i niczym się nie przejmować. Zapłacicie dwa dolary więcej a zaoszczędzicie masę nerwów.
Wjeżdżając do Wietnamu spotkacie się z chyba najgłupszym systemem odprawy paszportowej :]. Jakim? Nie będę zdradzał tajemnicy, powiem tylko że nie jest to nic strasznego i po godzinie stania w tłoku będzie już po wszystkim :]
Zachwycający kraj z przewspaniałymi ludźmi, którzy są dowodem na to że żyjąc biednie można żyć godnie. Hindusi mogliby się tego od nich nauczyć. Do tego pyszne jedzenie, absurdalnie niskie ceny i fantastyczny. Kraj do którego na pewno kiedyś wrócę aby zobaczyć, w którą stronę poszedł.