Na Goa można pojechać jeśli jest się już w Indiach. Warto zobaczyć z czystej ciekawości. Jest tam też trochę zabytków pokolonialnych oprócz plaż, no i rezerwaty . Jest też spora kolonia uchodźców z Tybetu. Ale jeśli ktoś oczekuje cudownych plaż "jak z pocztówki" to się mocno rozczaruje. Nie jest tam czysto, trzeba wziąć poprawkę, że nadal jesteśmy w Indiach, woda też pozostawia wiele do życzenia. Ceny są wysokie jeśli ktoś ma jakieś min. wymogi co do standardu hotelu. Z przykrością stwierdzam, że są ładniejsze miejsca na świecie do plażowania. Goa nie wytrzymuje porównania z niektórymi plażami chociażby pobliskiej Tajlandii (również tego cenowego). Ludzie opowiadają, że znaleźli noleg poniżej 10$. Gdzie??? Naprawdę nie chciałbym widzieć tego miejsca. Na Goa najpierw przeżywa się szok i rozczarowanie, że to są te osławione plaże, a potem człowiek przywyka, wyluzowauje i fajnie się bawi. Niestety zabawa w dobrej dyskotece też kosztuje. Wjazd ok 20$ (można stargować) nie mówiąc o cenach drinków. Ale na plazy jest miła atmosfera, Goańczycy są miło usposobionymi, pogodnymi ludźmi a większość hoteli i knajp to rodzinny small business. Drugi raz pewnie bym nie pojechał tam nawet jak znowu będę w Indiach, ale raz warto.
Warto zobaczyć. Wbrew pozorom to miasto daje wytchnienie po Bangkoku czy Sajgonie. Zabytków co prawda niewiele, w szczególności jak przyjechało się z Angkoru, ale jest : Muzeum Narodowe, Pałac Królewski, kilka świątyń, osławione więzienie i Pola Śmierci, bazar. W zupełności wystarczą 2 dni. Chyba, że komuś się wyjątkowo spodoba;-). Główną atrakcją jest to wielkie jezioro Tonle Sap i Mekong, które stanowią najlepszą drogę (co prawda nie lądową) w tym kraju (wyłączając samolot oczywiście) z Angkoru do Phnom Penh albo odwrotnie. Ale i tak polecam przebycie tej trasy szybką łodzią, bo widoki są niesamowite i można zrobić mnóstwo fajnych zdjęć. Czy jest tam niebezpiecznie jak ktoś napisał? Raczej nie. Wałęsałem się pieszo w nocy po mieście i nic się mi nie stało, co najwyżej byłem zaczepiany przez rikszarzy. Polecam też koniecznie Klub Korespondentów Zagranicznych przy głównym bulwarze nad rzeką, znany z filmów o Wietnamie; w weekendy muzyka na żywo, świetna kuchnia nie tylko azjatycka. Proponuję jednak strój zbliżony raczej do wieczorowego, bo można się zdziwić widząc kogoś w długiej sukni lub smokingu. Koniecznie należy zajrzeć do nocnego klubu Heart of Darkness (uwaga bardzo drobiazgowa kontrola przy wejściu z bramką wykrywającą metal włącznie). Zabawa zaczyna się tam wtedy, gdy kończy się we wcześniejszym lokalu (FCC) czyli dobrze po północy. Chyba ktoś nie skłamał pisząc, że to jeden z najlepszych klubów w Azji pd-wsch. Co prawda pełno cudzoziemców. Ale naprawdę miła, bezpretensjonalna atmosfera.
Żeby nie popaść w banał albo patos (a o oba łatwo w tym przypadku) napiszę tylko, że zobaczyć trzeba koniecznie! Dla amatorów fotografii zupełnie niezwykłe miejsce, na które powinni poświęcić kilka dni;-) Warto odkryć Angkor dla siebie. A... i są już bankomaty w Siem Reap! Bez obrazy, ale kto używa tej ich waluty???
Bombaj jest przytłaczający swoim ogromem, hałasem, przeludnieniem, strasznym ubóstwem w niektórych dzielnicach i no te wszechobecne spaliny. Ale chyba warto zobaczyć ten tygiel kulturowy. Za wiele nie ma tam do zwiedzania: brama Indii, hotel Tadź Mahal, dworzec Wiktorii, budynki uniwersytetu, katedra, dom Gandhiego, no i dla fanów Bollywood. Warto popłynąć na pobliską wyspę Elephantę. Są tam fajne hinduistyczne świątynie wykute w skale, co prawda daleko im do świątyń skalnych z Ajanty czy Ellory, ale będąc na miejscu warto je zwiedzić; tym bardziej, że wyspę zwiedza się o wiele przyjemniej niż sam Bombaj. Pobyt w Bombaju max na 2 dni. Plusem tego miasta jest to, że jest ważnym punktem przerzutowym do innych miejsc w Indiach. Proponuje najpierw załatwić sobie bilety do innych miast, a później zacząć zwiedzanie, bo załatwienie biletu na pociąg w 1 kl AC wcale nie jest takie proste. Sam Bombaj dość drogi, więc nie warto tracić czasu i pieniędzy. Pokój 2 os. poniżej 50$ raczej trudny do zaakceptowania, a i w tej cenie pozostawia wiele do życzenia. Większość białych packersów mieszka w okolicach ulicy Causeway czyli Bramy Indii, są tam właśnie jedyne knajpy w tej wielkiej metropolii, które przypominają coś co my znamy. Więc za bardzo nie ma co ze sobą zrobić jak np. masz ileś godz. do samolotu, bo nie ma tam spokojnych knajpek, gdzie można usiąść, zamówić jedzenie, piwo i poczytać w spokoju np. przewodnik czy gazetę. Większość białych i tak wcześniej czy później trafia do Leopold Cafe. Dobre wielokulturowe żarcie. No i podają piwo, które nie jest tak powszechnie dostępne tutaj jak na pd Indii czy Goa. Na tej samej ulicy znajduje się też przyzwoita restauracja chińska jak komuś się znudzi codziennie kuchnia hinduska;-)
Moim zdaniem Koczin jest jedną z ciekawszych miejscowości południowych Indii. Trudno zobaczyc inne miasto, gdzie miesza się tyle obcych wpływów. Dużo nawarstwiających się śladów osadnictwa, arabskiego, żydowskiego, chińskiego, syryjskiego, holenderskiego, angielskiego itd. Wydaje się, że to miasto kiedyś pełniło o wiele większą rolę niż obecnie, bo znajduje się tam mnóstwo dużych, wiekowych budynków pokolonialnych. Imponujące zabudowanie arcybiskupstwa Koczinu obejmującego swoim zasięgiem całe pd. Indie i Birmę. Warto zobaczyć w jednym z przedsiębiorstw (raczej manufaktur) korzennych jaki sposób przetwarzane są przyprawy. Często obok znajduje się sklep, gdzie można je kupić. Koczin jest dobrym miejscem na dokonanie zakupów miejscowego rękodzieła. Duży wybór i atrakcyjne ceny. Dobre jedzenie, zwłaszcza ryby i owoce morza, które można kupić przy sieciach chińskich i zanieść do wybranej knajpy, żeby nam je przyrządzili. W miejscowej kuchni widać obce wpływy. Warto tez zobaczyć, któreś z przedstawień typowe dla regionu Kerala. Spędziłem tam tylko jeden dzień, ale myślę, że warto zostać trochę dłużej, bo dużo jest do zobaczenia w historycznej części miasta, warto właśnie tam też nocować.