Rewelacyjne widoki, krystalicznie czysta woda, piaszczyste plaże, o których Europa może tylko pomarzyc. Do tego porośnięte mchem skały wyrastające tu i ówdzie prosto z wody. Jeśli ktoś szuka raju na ziemi to tam go znajdzie.
Cała wyspa została mocno skomercjalizowana, a plaża Patong aż za mocno. Jednak wystarczy wybrac się na którąś z mniej obleganych plaż, by cieszyc niezwykłym pięknem tego rajskiego miejsca.
Wszystkim narzekającym na tłum turystów na Phuket pragnę zadac jedno pytanie: a kim ty byłeś będąc na Phuket? Krytykując innych skrytykuj też siebie.
Po dwóch dniach przebywania wśród ludzi, którym władza mówi co mają jeść, co pić, co oglądać w Internecie, jak się ubierać, z kim rozmawiać i z kim spać czułem się jak dziecko w przedszkolu, nad którym non-stop czuwa wychowawca. Na każdym kroku odczuwalna jest permanentna ingerencja urzędnika państwowego w życie prywatne obywateli. Obywateli de facto niesamowicie gościnnych i ciekawych świata, dla których wyjazd poza granicę własnej ojczyzny nierzadko bywa z różnych powodów niemożliwy. Krajobrazowo Iran prezentuje się delikatnie mówiąc fatalnie. Na południe od Teheranu aż do Zatoki Perskiej zza okien autobusu wyłaniają się wyłącznie skaliste tereny półpustynne lub nieużytki. Brak zieleni wywołuje przygnębiający nastrój. Plaże w okolicach Bandar Abbas z reguły kamieniste i mocno zanieczyszczone rozkładającymi się śmieciami. Kulinarnie Iran również mnie nie zachwycił. Po ojczyźnie kebaba spodziewałem się więcej niż tylko wszędobylskich amerykańskich hamburgerów, coca-coli i tradycyjnie przypalonych na ruszcie kawałków kurczaka podawanych z ryżem. Jechałem do Iranu z wielkimi nadziejami, a wróciłem rozczarowany.
Jedyne miasto w Iranie, którym byłem naprawdę zachwycony. Niesamowita atmosfera placu Imama Chomeiniego, gdzie przez cały dzień ściągają lokalni mieszkańcy, by rozłożyć koc, wypić herbatę, porozmawiać ze znajomymi czy turystami, których jest tu wciąż niewielu. Można spędzić tu cały dzień i się nie nudzić. W moim odczuciu mieszkańcy Esfahanu są najbardziej sympatyczni i towarzyscy w całym Iranie.
Przeciętne miasteczko przypominające charakterem polskie miasto powiatowe. Poza ciekawymi widokami z meczetu Amir Chakmaq i rewelacyjnym hostelem Silk Road nie ma tu kompletnie nic ciekawego.
Jeśli nie ma tu ktoś czegoś do załatwienia to nie powinien przebywać dłużej nic to konieczne. Miasto tak mocno zanieczyszczone spalinami, że praktycznie nie ma czym oddychać. Ruch drogowy przypomina polowanie kierowców na pieszych i wykonywanie egzekucji na tych, którzy się zagapili.
Kamieniste plaże, w pobliżu których rozkładają się tony śmieci. Do tego dochodzi fetor z pobliskiego targu rybnego. Omijać z daleka to miejsce!
Po przypłynięciu motorówką i wyjściu z przystani wita nas niemiłosierny smród jakby jakiejś padliny rozkładającej się w pobliskich gospodarstwach. Nieciekawe plaże, w większości kamieniste, na których dostrzec można pływające tu i ówdzie plastikowe butelki.
Otoczone turkusową wodą z mnóstwem kolorowych rybek. Zachwycające, dziewicze, nieskażone komercją. Phi Phi kilkanaście lat wcześniej.
Równie zielona i tropikalna z pięknymi plażami jak Tajlandia. Bardziej jednak schematyczna, przewidywalna, ułożona niż posiadająca unikalny i wyjątkowy koloryt Tajlandia (nie byłem na Borneo). Ponadto posępni i gburowaci Malezyjczycy wypadają średnio w zestawieniu z życzliwymi i przesympatycznymi Tajami.
Mniej skomercjalizowana niż tajski Phuket z plażami podobnej jakości. Warto wynająć skuter i pojeździć po wyspie z plaży na plażę drogami prowadzącymi przez dżunglę, by - szczególnie w nocy - usłyszeć głosy dziesiątek przeróżnych zwierząt. Cała wyspa jest niestety mocno zanieczyszczona śmieciami. Nie tylko plaże, ale też pobocza dróg pozostawiają wiele pod tym względem do życzenia. Powodem tego stanu rzeczy są, obok prymitywnych turystów, włodarze wyspy, którzy nie dbają o sprzątanie miejsc publicznych. Na Langkawi, gdy ktoś rzuci papierek czy butelkę to może być pewien, że nikt tego nie podniesie, nawet jeśli będzie to główna plaża wyspy.
Petronas Twin Towers naprawdę robią duże wrażenie. Chinatown urzeka swą oryginalnością. Poza tym niewiele tu do zobaczenia.
Największą atrakcją jest wejście po tych diabelskich schodach. Hinduskie świątynie takie sobie. Fajny zapach unosi się z tych ich kadzidełek.