Jako że w Wietnamie spędziłam 9 miesięcy, miałam czas, żeby być w Sapie 2 razy: za pierwszym razem wybrałam się na 3 dniową wyprawę na Fan Si Pan (3143m), a za drugim razem postawiłam na trekking po okolicznych wioskach. Za każdym razem było wprost cudownie, a pogoda była fenomenalna (byłam tam w listopadzie i marcu). Gorąco polecam Sapę!
Miasteczko samo w sobie jest przepiękne. Niestety przeszkadzają tłumy turystów oraz dosyć wysokie ceny. Za to lokalne jedzenie jest rewelacyjne! Polecam wynajęcie skutera i udanie się samodzielnie (zorganizowane wycieczki busami nie sa ani odrobinę interesujące) do My Son (ok.40km od Hoi An). Ruiny w Hoi An zamykane są o 16(przynajmniej tak było pod koniec marca). Polecam przyjazd do My Son tuz przed 16...wtedy zupełnie nie ma turystów (mi udało się kupić bilet o 16:05 i wraz z 2 kolezankami byłysmy zupełnie same na wielkim terenie)
Ha Long jest przepiękne! I mimo natłoku turystów i łódek zatoka sama się broni swym pięknem. Byłam tam 3 razy i za każdym razem wiedziałam, że jeszcze kiedyś tam wrócę!
Spędziłam na Don Det 4 dni...nigdzie mi się nie spieszyło, postawiłam na pełen relax i w pełni go zaznałam. Spacery, jazda na rowerze, piękne zachody słońca na Mekongu, wodospady, khao niaw i butelka zimnego Beer Lao...czego więcej potrzeba do pełni szczęścia? :)
Kolejne miejsce w Laosie w sam raz na relax (jak chyba każde zresztą) Bardzo tanie bungalowy, piękne widoki. Polecam jazdę na słoniu (dotychczas 10 dolarów za słonia, można w 2 osoby) oraz trekking wśród bananowców, pól ryżowych i plantacji orzeczków ziemnych. Piękne miejsce i bardzo mało turystów.
Miasteczko cudowne! Rzeczywiście jest tam wiele rzeczy do zobaczenia. Szczególnie polecam rowerową wyprawę do wodospadów Kuang Si, ale oczywiście dla śmiałków. 30 km w jedną stronę jazdy górskiej na miejskich rowerach to dopiero wyczyn...ale spieczoną słońcem skórę i nadwyrężone mięśnie można ukoić w cudownie błękitnej wodzie, w specjalnie wydzielonych miejscach do pływania.
Zbyt wielu turystów. Gdyby nie przecudowne widoki miasteczko to należałoby raczej omijać na trasie. Jeśli ktoś tak jak ja nie przepada za natłokiem turystów radzę omijać główną ulicę, gdzie co krok wyrastają coraz to nowsze hoteliki i restauracyjki oferujące "Przyjaciół" i "The Simpsons" a także mnóstwo hitów amerykańskiego kina jak "Piraci z Karaibów" i "Spiderman"
Dla mnie Champasak jest miejscem szczególnym. Rzeczywiście nie ma tam zbyt wiele do zwiedzania i w ogóle robienia. Dlatego uważam, że 1 noc wystarczy. Ale jazda na rowerze do ruin w skwarze i wśród takich widoków jest czymś niezapomnianym (i pani z małą lodóweczką na szczycie schodów na terenie ruin w upalne dni heheheheheheheh)
Miasto wyglądające bardziej jak mały port nadrzeczny, ale niezaprzeczalnie ma urok. Wieczorne piwko laotańskie nad Mekongiem, Wat Si Saket i wycieczka do Buddha Parku lokalnym autobusem to kilka punktów, których nie można ominąć.
Miasteczko Phonsavan samo w sobie wydaje się być miasteczkiem tuż przed jakimś wybuchem bomby atomowej...coś dziwnego wisi w powietrzu, jakiś taki zbyt wielki spokój panuje, jakby cisza przed burzą...wrażenie to robi niesamowite i trudno opisać jak się tam czułam. Polecam wycieczkę pieszą do największego skupiska kamieni (ok. 12 km w jedną stronę). Krajobraz otaczający Phonsavan jest piękny, a same kamienne naczynia robią wrażenie (ale nie kolosalne) Dzięki pieszej wędrówce i wspaniałemu lokalnemu targowi z jedzeniem w mieście cały pobyt w tym miejscu bardzo mi się podobał
W Hanoi mieszkałam 9 miesięcy i co tu dużo mówić...kocham to miasto całym sercem. To nic że czasami siadały na mnie karaluchy, a uszy pękały od klaksonów, to nic, że mój rower co chwilę psuł się na hanojskich drogach, a piejące koguty nie dawały spać od 4 nad ranem...kocham to miasto i kochać nie przestanę!
Miasto jak miasto. Warto odwiedzić muzeum sztuki Chamów oraz oczywiście przecudowną plażę
Cudowne miejsce na relaks. Plaża dosyć wąska, ale wspaniały gęsty rząd palm. Polecam wynajęcie skutera i udanie się 60km w jedną stronę do Ta Cu. Jeśli ktoś nie boi się jazdy na motorze po głównej szosie idącej z Hanoi do Sajgonu to naprawdę warto zaryzykować. W Ta Cu mieści się najdłuży posąg leżącego Buddy w Wietnamie. Miejsce bardzo ciche i spokojne, bardzo urokliwe.
Najbardziej znane ruiny świątyń Chamów w Wietnamie. Na mnie większe wrażenie zrobiły ruiny Thap Cham w miejscowości o tej samej nazwie. Mimo wszystko bardzo mi się podobało w My Son ze względu na samodzielny dojazd na skuterach do tego miejsca a także fakt, że byłam na terenie ruin już po zamknięciu głównej bramy i jeszcze z 2 koleżankami byłyśmy tam zupełnie same...a wtedy to klimat miejsca czuć niesamowicie...
Laos wywarł na mnie niesamowite wrażenie! Mandalay, jeśli potrzebujesz jakiś zdjęć z Laosu lub Wietnamu to z chęcią udostępnię. Jeśli masz ochotę zajrzyj na mój photoblog ze zdjęciami z Wietnamu i Laosu: www.photoblog.com/user/wasanti
Chiny to moja pierwsza stycznośc z kontynentem azjatyckim. Beijing niesamowity pod wzgledem architektonicznym. Wbrew wszelkim opiniom nie czuję się gęstości zaludnienienia. Chińczycy są nie kulturalni jeśli odniesiemy ich plucie do europejskiego savoir-vivre'u.
Najgorsze miejsce w jakim byłam w Tajlandii, komercja, dużo ludzi, dla staruszków, którzy chcą tylko poleżeć na plaży, Karon beach takie odniosłam wrażenie, Patong beach przeludniona, ale za to jest życie nocne, szeroki wybór lokali,ale nie dla rodzin. Z pewnością nie wrócę.
Cudowne miejsce, zdecydowanie najciekawsze punkt mojej wycieczki po Chinach:)
Gorąco polecam przejażdżkę rowerowa, podczas które można doświadczyć prawdziwego klimatu chińskiej wsi, oraz niesamowity wieczorny spektakl z cyklu światło i dźwięk w Yangshuo, gdzie sceną jest woda a pobliskie pagórki krasowe stanowią scenografie...cudne!
Jak dla mnie przereklamowane. Samo miasto nieciekawe a armia terakotowa taka sobie.
Samo miasto mało ciekawe, najlepiej potraktować je jako bazę wypadowa do Yangshou - oczywiście poprzez spływ rzeka Li:))
W porownaniu do innych miasteczek Rajasthanu,malo mistyczne,ludzie zabiegani,mniej goscinni i mili.Osobiscie odradzam,w porownaniu z np Jodhpur,Pushkar czy Jaisamer nie polecam.To miasto porownuje do Mumbai,brudnego i tlocznego!!!
Jedną z bardziej zabawnych, absurdalnych i egzotycznych rzeczy jakie może nas spotkać w Indiach jest chyba przejażdżka pociągiem. Moje miejsce było wykupione 3 razy hahaha. Przez pociąg co chwile przechodziły dzieci które handlowały m.in TORTAMI URODZINOWYMI HAHAH JAKBY KTOŚ AKURAT TEGO DNIA MIAŁ URODZINY. No nie wspomne o policjantach? uzbrojonych po pachy. Albo transwestyta (chyba?) kótry chodzi po pociągu i nie wiadomo dlaczego od każdego podróżnego zbiera haracz w wysokości powiedzmy 5 rupi. Z ciekawości co się wydarzy odmówiliśmy i zaczął mnie szarpać za kolano i się wygrażać bajerować że ma broń w torebce (buahahaha) etc. Wkurzony odszedł. Reszta pasażerów nas przekonywała żeby mu dać te pieniądze bo może nas przeklnąć czy coś takiego. Smród nie z tej ziemi. Ludziom to nie przeszkadzało i normalnie rozkładali zastawy z jedzeniem jak była pora na obiad. Można się uśmiać :) Widziałam jedną świątynie na jakiejś wsi i to było na tyle mojego zwiedzania świątyń bo dużo ciekawsze rzeczy się dla mnie dzieją na ulicy. Do obserwacji i dla śmiechu lepsza jest chyba Puna niż Bombaj przynajmniej dla mnie Bombaj jest za duży. Jeżeli ktoś nie lubi dużych miast polecam wieś. Ja raz przejeżdżałam przez jakąś autobusem i widziałam medytującego człowieka na dworze :) Targujcie się wszedzie. Kokos kosztuje pare rupi. Jeżeli sie nie targujecie i kupujecie za pierwszą cene którą wam gość powie uważają was za idiotów. Jak się targujecie to was szanują jak troche pogadacie sklepikarz może was nawet zaprosić do domu jak go zaciekawicie. Nie trzymajcie przy sobie dużej ilości pieniędzy. Uważajcie na kieszonkowców. Zaprzyjaźnił się z nami jeden hindus, troche mało hinduski bo akurat był chrześcijaninem. Miał pokój obok nas. Razem chodziliśmy do knajp zabrał nas nawet na wieś etc. Chyba niewiele osób można tak bliżej poznać mieszkając w drogim hotelu. Ocena za cały wyjazd. I jeszcze koniecznie trzeba się przejechać rikszą. Ryzykowne - dlatego polecam. Jeżeli nudzi cię jazda autem w Polsce gdzie masz 1000 zasad i ciągle musisz się poruszać konkretnym pasem wszystko musisz grzecznie sygnalizować i jedziesz jak żółw do tej ch... pracy to wynajmij sobie/kup motor/riksze i wypróbuj kiedy nie ma za dużego ruchu. To musi być frajda nie z tej ziemi. Ja niestety nie mam prawa jazdy więc nie mogłam. Byłam miesiąc w Bombaju, Punie i w Goa+ wieś. Rozważałam nawet zamieszkanie tam na jakieś wsi niedaleko np Puny.
Zatrzymałam się w Colva/Kulwa? Beach u jakiegoś rybaka na kwaterze. Bardzo fajnie było.Widok z okna na morze i jakieś palmowe szałasy. Plaża dosyć brudna ale wystarczy odejść od niej trohe dalej. Boskie zachody słońca.Dużo psów wszędzie i świń było także wesoło. Zdarzyło mi się na plaży wdepnąć w świńskie gówno. Po zmroku jak kobieta idzie sama myśle że mogą zaczepiać. Hinduski przyjaciel nas ostrzegał ze zdarzały się jakieś gwałty na turystkach w Goa, także radziłabym nie wychodzić samej jak już jest ciemno. Byłam tam bodajże w sierpniu i było bardzo mało turytów co też nam się podobało bo wtedy wszystko jest taniej bo nie mają klientów. Chętnie bym tam wróciła. Ogólnie Goa jest dużo bardziej przyjazne niż duże miasta. Spokojniej. Mozna sie plażą przejść po samosy na śniadanie.Polecam
Ashram Osho mnie nie powalił na kolana ALE na pewno się spodoba osobom które nie mogą znieść brudu i smrodu dużych miast. Jest tam czysto, wręcz sterylnie w porównaniu do tego co jest na zewnątrz , posiłki są wspaniałe, mogłabym takie jeść codziennie !!! Nie są tak bardzo ostre, normalne prysznice etc, nawet chyba jest do dyspozycji opieka lekarska ale ceny troche z kosmosu : 3000 rupi za dzień o ile sobie dobrze przypominam ( bez noclegu) Gdyby nie te ceny i dosyć duża ilość osób która tam przebywa ( był wtedy sierpień jak tam byłam) chętnie bym tam została dłużej. To jest dobre jeżeli się tam jedzie samemu tak myśle. SĄ TEŻ PODOBNO INNE ALTERNATYWNE MNIEJ KOMERCYJNE OŚRODKI OSHO. Blisko ośrodka są prywatne kwatery które polecam ( drzwi zamykane na taką wajche i kłódke jak więzieniu - chroni przed ewentualnymi złodziejami :) Ogólnie miasto mi się podobało, chętnie bym tam wróciła, mimo że do zwiedzania to tam dużo nie ma to w Indiach dla białasa chyba wszędzie może być ciekawie jeżeli się nie jest typem który może ieszkać tylko w luksusowym hotelu. Polecam zabranie z Polski prześcieradła i poduszki. Zazwyczaj oferują coś nie do przyjęcia jeżeli chodzi o pościel.