Jeżeli chodzi o imprezy naprawdę warto pojechać na Koh Phanghan.Wszędzie odradzają, że straszna komercja, ale gdzie masz szanse na transy w dżungli, lub na chill z bucketem tajskiej whisky na plaży przy rytmach oldschoolowego techno...i nigdzie nie ma tylu hipisów..ani rastamanów w Tajlandii.Jak ktoś uważa, że jest koło niego więcej turystów niż Tajów to widać, że nigdy nie korzystał z autobusów miejskich w Bangkoku, w nich ciężko o białego, a są tanie i nigdy nie wiesz, czy na pewno dotrzesz do celu..
Laos jest naprawdę wyjątkowy.Jednak trzeba liczyć się z tym, że korzystając z państwowych autobusów musisz dysponować sporą ilością czasu. Trasa Vientiane-Luang Prabang to ok 11-12h z życiorysu, a to ok 350km. Dojazd z Luang Prabang do 4tys Wysp na Mekongu zabrał nam rządowymi autobusami 48h, więc radzę zabrać poduszkę pod pupę i wiatraczek na baterie. Sama jazda autobusami pozwala na poznanie wielu Laotańczyków a już na pewno ich kultury (karaoke, sprzedawcy, dziwne przystanki na drzemkę kierowcy, ładowanie bagaży na dach). Kto nie ma czasu i lubi VIP busy niech skieruje swe kroki do agencji turystycznych.
Świetne miejsce na krótkie lenistwo z dala od hałasu, tłumów i wielkich miast. Bardzo ładne plaże, urokliwy zachód słońca. Całkiem spory wybór miejsc noclegowych o różnym standardzie oraz kilkanaście restauracyjek na plaży. Plaża Miejsca i plaża Om zdecydowanie bardziej \"hinduskie\", natomiast Kudle Beach z większą iloscią Europejczyków, czysta (jak na indyjskie warunki) z ciepłą spokojną zatoczką, niezatłoczona, bez tłumu gapiacych się na rozebrane turystki Hindusów. :) Polecam na krótkie lenistwo z dala od cywilizacji. :)