Może zbyt duzo oczekiwałam, roiły mi się klimaty z poezji Kiplinga, a tu w dużej części miasto opanowane przez Chinczyków. Kilka fajnych miejsc do zobaczenia w okolicy, no i koniecznie trzeba przejechać z Inle do Mandalay górską drogą - jedyne takie przeżycie (człowiek sie zastanawia, czy brak asfaltu nie jest lepszy niż te resztki, które tam pozostały, a poza tym te widoki, serpentyny - och wróciłoby się tam)
Wiele świątyń w Indiach widziałam ale ta wydaje mi się najpiękniejsza... naprawdę warto pojechać i zobaczyć ją na własne oczy
Nie byłam szczególną entuazjastką wyprawy do Indii, ale zmieniłam zdanie po 2tyg. pobycie. Chciałabym odwiedzić południowe Indie i Andamany. Tak na prawdę wciąż mam przeświadczenie, że tych prawdziwych Indii ciągle jeszcze nie widziałam chociaż podróżowałam specjalnie na trasie Goa-mumbaj hinduskim pociągiem /nie dla książąt na ziarnku grochu - 13 godzinny przejazd, nie do końca estetyczny wagon w rozumieniu standartów europejskich/. Ale przynajmniej jest co pamiętać, bo godzinny komfortowy lot na tej samej trasie nie robi wrażenia.
Numer jeden przynajmniej pierwszej wyprawy do Indii, ale mnie na kolana nie rzucił. Ażurowe ścianki okalające kopie grobowców zrobiły na mnie największe wrażenie.
To w zasadzie nie Indie, ale zobaczyć warto. zwłaszcza leciwy dom Braganza House słynnego rodu. Chyba bardziej słyszalny jest rosyjski jak angielski...
Dlamnie numer jeden na trasie podróży po Indiach. Pałąc Wiatrów jest najpiękniejszy od frontu, zwiedzany od wewnątrz traci nieco uroku.
Zabytkowa część Tadż Mahal-u jeszcze nie udostępniona. Nowa jest nieciekawa. Miasto chyba najbardziej żyje w okolicach północy.
Fantastyczny kraj i trzeba dodać bardzo bezpieczny. to zupełnie inne przeżycie jak w mocno skomercjalizowanej Tajlandii. W porze deszczowej jest niezwykle mało turystów i to podnosi ogólne walory zwiedzania. Czasem mogą jednak wystąpić problemy z odwołanymi lotami np na archipelagi. Pada głównie w strefie przybrzeżnej, w głębi kraju jak Bagan sucho i gorąco. Rzeczywiście na dłuższą metę trochę wkurzające jest to ciągłe zdejmowanie butów /i ciągłe czyszczenie stóp, bo tak znowu sterylnie w miejscach świętych to nie jest/. Zupełnie niezrozumiała była jazda na bosaka kilkoma ciągami schodów ruchomych w Mandalay. Co do tych hoteli klasy średniej i wyższej to jak informował nas przewodnik są one w rękach prywatnych. Oczywiście każdy hotel czy agencja turystyczna płaci jakiś "haracz". Ludzie są bardzo pogodni i nie są namolni wobec turystów. Niestety wiele miejsc jest niedostępnych bez specjalnych zezwoleń, niemniej nawet ta główna "turystyczna pętla" jest warta zobaczenia. Numer jeden dla mnie to Bagan.Podobno najlepiej prezentuje się w czasie lotu balonem, ale to tylko w porze suchej.
Numer jeden całej wyprawy do Birmy, zwłaszcza przy zachodzie słońca i niewiekiej grupce turystów z aparatami. Może jeszcze kiedyś spojrzę na te parę tycięcy rozsianych pagód z lotu balonem..
Szczególnie ten niesamowity sposób wiosłowania rybaków/np w strefach ciszy/ przy użyciu tylko prawej nogi oplecionej wiosłem i prawej ręki.
Piękny, zaskakujący i bardzo gorący kraj. Super wrażenia, wszyscy uśmiechnięci, świeże owoce dostępne od ręki :) Polecam wyspę koh poda,warto zobaczyć. Na pewno tam wrócę :) Każdy odpocznie, polecam wszystkim