za dużo haosu, hałasu i spalin. ale miasteczko travellerskie nad jeziorkiem jest dość przyjemne
przyjemne miasteczko, prawdziwa prowincja z dala od cywilizacji. niezłe miejsce na poznanie prawdziwego życia prawdziwych khmerów
straszna dziura, wiatr przerzuca tony śmieci z jednej strony ulicy na drugą, w miarę możliwości należy unikać
przyjemna prowincja, zero turystów (prawie), dużo autentycznego, ciężkiego życia khmerów. tu jadłem najlepsze jedzenie w całej kambodży
tonle jest świetne, warto wynająć łódź i pokręcić się po okolicy. to niesamowite, jak ludzi żyją dosłownie na wodzie, na kilku metrach kwadratowych powierzchni, przez całe życie niemal
fajne miasteczko, prowincja na całego, ale to kocham najbardziej, bardzo autentyczne, niezłe jedzenie, niewielu białych turystów
plaże gorsze, niż w sihanoukville, ale wszystko rekompensuje prawie całkowity brak turystów
tutejsze plaże są całkiem przyzwoite, dużo budżetowych turystów, ale wszyscy wydają się bardzo wyluzowani, więc atmosfera jest całkiem niezła. polecam konsulat wietnamu, w którym za mały kakszysz można dostać wizę wietnamską praktycznie od ręki
angkor jest głównym i dla większości turystów jedynym (szkoda) powodem przyjazdu do kambodży. świątynie i atmosfera są absolutnie nie do opisania. fajnie trafić na moment, gdy nie ma za dużo innych turystów w okolicy, pobyć na chwilę sam na sam z magią tego miejsca. 10 lat temu było to nawet możliwe, ale teraz, chyba już nie. a będzie jeszcze gorzej.