Bajka na żywo!!! Gdyby Nepal nie istniał, należałoby go jak najszybciej wymyślić:-) Rzeczywiście, lajtowy, jeżeli chodzi o cudownych ludzi i podróżowanie. Przecudowne trekkingi na każdą... kondycję i czas, później - wypoczynek w Chitwanie. Chętnie bym tam jeszcze wróciła, ale... życie krótkie, trzeba obejrzeć jeszcze inne rejony świata. Gorąco polecam.
Indie mnie zauroczyły. Mimo bałaganu, biedy, nędzy... urzekają. Tylko, że każdy odbiera ten kraj inaczej. Jestem raczej porządnicka, ale jakoś mnie niespecjalnie bulwersowały te nieporządki. Wracałyśmy późną nocą do naszego hotelu, we cztery babki, działo się tyle, że widziałyśmy, jak rykszarze potrafią spać w (na?) rikszach, a sprzedawcy na wózkach, z których w dzień sprzedają swój towar, przez nikogo nie niepokojeni. Na babki w sari i salwar kameezach napatrzeć się nie sposób. Jedzenie - jak dla mnie zanadto "spicy", ale do przeżycia, smaczne, po kilku dniach jadłam surowe owoce i warzywa, wieczorem "głębszy" wskazany. Obejrzałam Delhi, byłam w Agrze i okolicach (zabytki CUDOWNE!!!), naciągacze po jakimś czasie przestają przeszkadzać, z ciekawskimi robiliśmy sobie wspólne zdjęcia, byli najczęściej przesympatyczni. Żebracy...cóż. Nie zaradzi się na zło całego świata, ale zwiedzając, przyczyniamy się do tego, że tubylcy będą mieli trochę, może, lepiej. Zwiedziłabym jeszcze "himalajskie" stany - Ladakh i Darjeeling, bo byłam tylko przejazdem, w drodze do Nepalu, który jest moja wielką miłością...
Przede wszystkim cudowni, przecudowni - LUDZIE. Niezwykle otwarci na innych, tak różnych jak ja, duża blondyna:-))), przed świątynią z Leżącym Buddą zostałam wyściskana i wycałowana przez przemiłe starsze panie, że poczułam się jakbym spotkała dawno nie widziane, ulubione ciotki, eh, łza się zakręciła... W hotelach, i nie tylko - ludzie aż za bardzo mili, wręcz nadopiekuńczy... Byłam za krótko, został ogromny niedosyt. O zabytkach i widokach nie piszę nic, bo - NIE MA słów - i ŻADNE słowa nie oddają - tego niepowtarzalnego klimatu. Nawet po lekturze blogów, książek, przewodników, nie byłam przygotowana na to, CO spotkałam. Zazwyczaj nie wracam do raz odwiedzonych miejsc, bo i tak życia nie starczy, żeby odwiedzić te wszystkie miejsca na świecie, które by się chciało, ale BIRMA jest miejscem, do którego wrócić pragnę od chwili, kiedy wyleciałam z Rangunu... Aha, nie wierzcie, że jedzenie niedobre, należy się przestawić na ryż i makaron z warzywkami i wspaniałe zupy ryżowe. Najwspanialsza i najlepiej parzona w świecie herbata, zielona i czarna, nigdzie indziej takiej nie ma.
Byłam tranzytem, chętnie odwiedziłabym północne regiony, tak tylko BKK i najbliższe okolice, później wypoczynek 3 dni na Ko Chang. Mają co pokazać, każdy znajdzie coś dla siebie, jest mnóstwo możliwości miłego spędzenia czasu, doskonałe warunki naturalne, nic nie jest problemem. Komercja - jak już prawie wszędzie. I nie narzekać na żarcie na ulicy, wielbiciele schabowego!!! Na Rambuttri przy wejściu do 7eleven sprzedają najwspanialszą na świecie zupę ryżową, niedaleko gość na przenośnym straganiku przyrządza wspaniałego "patataja", którego nawet nie trzeba polewać sosem sojowym, jest wspaniale dosmaczony. Nie miałam żadnych sensacji po tamtejszym jedzeniu, jadłam wszystko, piłam soki - właściwie miksowane owoce, o surowych, na poczekaniu obieranych przez panią sprzedającą , nie wspominając. Tajowi natomiast może śmierdzieć np. nasz bigos.
Byłam tylko w Siem Reap, atmosfera polskiego Augustowa. Ludzie przemili, choć komercja jak wszędzie. Przefajniaste dzienne i nocne bazary. Polecam odwiedzenie restauracji Butterfly, z motylami. Angkor - przemagiczny, niesamowity, to należy odwiedzić. Należy kupić płytę z muzyką graną przez zespoły ofiar min, graja wspaniale, miło się potem tego słucha w domu. Zagłusza to - odrobinę - traumę przekraczania granicy w Poipet: niestraszne zasuwanie z 80l plecakiem na spalonych słońcem ramionach i monstrualne, międzynarodowe kolejki do odprawy. Traumę przeżyłam, gdy zobaczyłam ciężarówkę przewożącą - jeszcze - żywe świnie w małych, piętrowo poustawianych klatkach. Ich krzyk bólu, kiedy samochód ruszał, będzie mnie prześladował chyba już zawsze...