byłam i nie mogę zapomnie. ten kraj i jego wspomnienie mnie przesladuje na kazdym kroku. nie ma wyjścia - za trzy miesiące znowu tam będę:)
wspaniale, malo turystow, tylko niestety spory problem ze znalezieniem noclegu. no i trzeba pamietac, ze kompleks zamykaja bardzo czesto o godz. 18.00 ze wzgledu na liczne miejscowe swieta. polecam.
moim zdaniem taj nie jest przereklamowany. wygląda dokładnie tak, jak na pocztówce i nie wyobrażam sobie pominięcia tego miejsca w podrózy po indiach. cudowne, warto iśc o wschodzie słońca, jest jeszcze stosunkowo mało turystów. polecam hotel bezpośrednio koło wejścia (możńa sie wytargowac do 60 rupii za noc:P) a także nocne przechadzki po tamtejszych uliczkach, przyjemni ludzie, zaproszenia na herbatke itp.
najprzyjemniejsze miasto w jakim byłam. prawdziwie złote, wbrew pozorom czyste. ceny nie sprzyjają zakupom;) jest wspaniale, wycieczka na pustynie warta swojej ceny. magicznie:)
byłam tam trzy dni, podczas straszliwej burzy, kkiedy ulicami płynęła woda, bez przesady, po łydki, a i tak mi się podobało:) fort portugalski stwarza klimat niczym z piratów z karaibów, latają wielkie zielone papugi, klify, soczyście zielona trawa, brudna woda w morzu (ale kąpac sie można:) i prawdziwie tropikalny klimat. fajnie jest tam jechac w nocy normalnym autobusem (nie sypialnym), bo warto podziwiac widoki i przydrożne wioseczki
najlepsiejsze miejsce na zakupy. mozna znalezc wszytsko i targowac sie jak rzadko. momentami mistycznie, tylko trzeba bardzo uważac na naciągaczy-kapłanów, bo na wszelkie sposoby próbują wyłudzic pieniądze:) fantastyczna, górska droga:)
za czysto, jak na indie, ale i tak robi wrażenie. rzeźby na świątyniach są fenomenalne, a uliczna masala dosa pycha i nic sie po niej nie dzieje:)
to najlepsze określenie, bo niestety zabrakło przymiotnika intrygujące. miejsce wywołujące mieszane uczucia, momentami wstrząsające. wrażenie robi ganges, niczym zielona, gęsta zawiesina, w której miejscowi myją zęby i warszaty tkackie muzułmanów. warto, ale strach chodzic po varanasi nocą
czyste indie dla turystów. ale przyjemne, jeśli się potrzebuje chwili oddechu i powrotu na moemnt do europejskich klimatów;)
miło, naprawdę przyjemnie, ale bez jakiegoś wielkeigo zachwytu. zdecydowanie warto zwiedzac to miasto jeżdząc po nim rikszą.
fort jest fantastyczny i monumentalny. warto sobie po prostu pochodzic po tym miescie. a kolor niebieskie, faktycznie, jest wszędzie
do tego stopnia zachwycające, że aż pojechałam tam dwa razy:) polecam mango tree, jako miejsce na obiadek, bo jedzenie jest przednie:)
siedziałam na goa, glownie w palolem,przez jakis tydzien, zeby wypoczac po dwumiesiecznej podrozy przed powrotem do polski. bylam tam pod koniec wrzesnia, po monsunie ani sladu, a turystow jeszcze nie tak wielu. chatka na plazy, palmy i drinki z palemka. mi sie nie nudzilo. naprawde super.
fajne miejsce, ale w momencie, kiedy sie opusci colabe i pojedzie gdzies w bok. elephant island do chranu, szkoda pieniedzy. z dzielnic polecam naprawde wile parle. z jedzenia, oczywiscie slynne ombajskie hamburgery - tylko koniecznie z dworca i to nie w centrum. bo czesto sa oszukane i nie tak ostre, jak powinny byc. a na chawpatty beach polecam lody orzechowy w kulfi centre.
a jezeli chodzi o noclegi, to moim zdaniem warto sie rozjerzec za ludzmi z couchsurfingu. jest tam taki jedne dj, u ktorego nocuje cala europa za darmo. superkoles.
malo indyjsko, bardzo francusko, czytso i ladnie. auroville to dziwna sprawa, ale warta uwagi ze wzgledu na jedna rzecz - na auroville beach jest guesthouse o nazwie \"waves\" on nalezy do wspolnoty auroville i prowadzi go jedna ukrainka. mieszka sie na plazy w chatkach na palach za 150 rupii za noc. super!!!!!!!!!
te wielgachane, kolorowe swiatynie naprawde robis wrazenie. samo miasto ok, ale trzeba uwazac na marrige day, bo wtedy jestes bez szans, jezeli chodzi o znalezienie miejsca do spania w hotelu jakiejkolwiek klasy.
nie lubie. ale moze dlatego, ze byl wtedy marriage day, nie bylo gdzie spac, a ta najwazniejsza swiatynia byla w remoncie. ale coz.
bardzo przyjemnie. wszedzie sa swiete neony, swieci jogini, swiete schody, pielgrzymi golacy glowy na lyso. swieta muzyka zaczyna grac o 4.30 rano, wiec nie polecam hotelu w centrum,przy glownej swiatyni. ze wzgledu na panujaca wszedzie swiatosc, o opalaniu sie nie ma mowy. my wypozyczylismy rowery i jezdzilismy spory kawalek na plaze o wielkosci pustyni. ale jak juz sie dojedzie do danushkodi (ostatnia wioska na cypelku), to wystarczy odejsc 15 minut i ma sie super wakacje na pustej plazy.
dla mnie bez polotu. same hotele i hinduscy turysci i wycieczki szkolne. domki rybackie faktycznie przesliczne, ale nic poza tym. ja ucieklam, jak tylko pojawila sie opcja nastepnego pociagu. ale warto pojechac, chociazby dla samej satysfakcji, ze bylo sie na koncu koncow.
rejs z kollam do allpey jest przefantastyczny.osiem godzin, a sie nie nudzi. i mozna cykac zdjecia bez konca. polecam wysiasc po drodze i pomieszkac w ashramie ammy.
przepieknie!! dla tych,ktorzy pragna nieco duchowosci -->polecam wysiasc w polowie drogi miedzy allpey a kollam i zamieszkac w ashramie ammy. przezycia gwarantowane.
miasteczko przetragiczne, gory przepiekne, plantacje herbaty srednie (zwlaszcza w porownaniu z munnarem),przejazdzka kolejka nieziemska!!!
pałac, zwlaszcza podswietlony noca (zapalaja go w niedziele) jest przepiekny, targ rowniez. do tego powszechnie dostepna i w zasadzie legalna marihuana ze wzgledow religijnych) w cenach tak niskich, ze az ciezko w to uwierzyc, i mozna naprawde tam utknac. warto poznac odpowiednie ososby i zostac zaproszonym do ashramu kolo wzgorza na wspolne palenie z guru. klimat nieprawdopodobny.