To cudowny, fascynaujący kraj. Gościnni ludzie, zachwycające miejsca do zobaczenia i ciekawa historia.W każdym zakątku znajduje się interesujące miejsce.Ja pokochałam głośny Sajgon i dużo spokojniejsze Sapa:)
Typowy klimat przygranicznego miasteczka. Ruch, tłok, ciągle coś się dzieje - miasteczko, choć małe, tętni życiem. Tutaj najlepiej posilić się przed wejściem do Birmy - na pewno będzie bezpieczniej!
Jest to jedno z najpiękniejszych miejsc na ziemi, istny raj! Byliśmy w listopadzie na Havelock, na "siódemce". Było cudownie, zero ludzi, spokojnie, cicho, słonecznie, gorąco, piękne morze, piasek gładki i czysty jak mąka, palmy, bananowce, odgłosy dżungli, papugi, kraby..... Bajka! Dodatkowo polecam nurkowanie :)
Przepiękne, cudowne, egzotyczne....dla mnie jest to kraj do którego wrócę nie raz ;)
Tłoczne, głośne i nie ma co oglądać. Chennai to miejsce dobre na przesiadki, z lotniska startują samoloty m in. na Andamany.
Przepiękna świątynia hinduistyczna, tuż obot meczetu. Miasteczko małe ale tłumnie odwiedzane przez pielgrzymów. Warto pojechać ale nie na dłużej niż jeden dzień. Zwiedzenie świątyni, wyspy i statuły zajmuje parę godzin. Później nie ma co tam robić.
Przepiękny kompleks świątyń. Trzeba jednak sprawdzić przed wyjazdem czy świątynie nie są aktualnie w remoncie. Remont jest robiony podobno raz do roku, wtedy świątynie są przykryte liśćmi palmowymi i nie ma za bardzo co oglądać. Poza tym miasto test tłoczne, głośne i chyba bajbardziej "hinduskie" na południu. Mi się podobało bardzo.
Warto zobaczyć! Dużo zabytków, ładne parki i plaża. Z jednej strony bardzo bogate wieżowce, z drugiej największe w Azji slamsy. Trzeba niestety uzbroić się w odporność i znieczulenie na zaczepki biedaków, w tym dzieciaków mieszkających na ulicy.
Piękne, kolorowe świątynie! Jeden z największych kompleksów świątyń na świecie. Warto zobaczyć, spędzic tam parę godzin i popatrzeć na życie świątynne.
W Varkali można złapać trochę wytchnienia po wielkich miastach. Miasteczko samo w sobie jest moim zdaniem mało "indyjskie". Dużo białych z całego świata, knajpa na knajpie, ładna plaża....taki indyjski kurort. Bardzo ładnie, chociaż jak dla mnie za dużo ludzi.
Byłam w 2009, jest zachwycające, jednak zrozumiałam również dlaczego za czasów kolonializmu Anglicy pisali przed wejściem do parku m.in. "..psom i Chińczykom wstęp wzbroniony.." Po prosu załatwiają się na trawniku i to masowo, wystarczy zboczyć z głównych traktów turystycznych. Za to polecam bardzo uszycie sobie garnituru czy sukienki - tanio, Chińczyk tylko raz zdejmuje miarę i poprawki nie są konieczne - po prostu bez pudła, tak było przynajmniej w moim przypadku.
Cudowny kraj, wspaniali, otwarci, przyjaźnie nastawieni i skromni ludzie (w odróżnieniu od "równej", przebogatej i zepsutej Tajlandii), życie płynie sobie powoli w rytm dnia i pór roku, piękna prowincja, widoczna bieda ale też niesamowita pracowitość i przedsiębiorczość (dzieciaczki z wykutymi angielskimi słówkami gdzieś gdzie nawet nie ma utwardzonej drogi, ale może się zaplątać turysta robią piorunujące wrażenie:) Angkor niezapomniany, niestety coraz bardziej zadeptywany przez tysiące turystów. Wbrew obiegowym opiniom kraj dość przyjazny i bezpieczny dla obcokrajowców (szwędaliśmy się niewielką grupką wdłuż i wszerz bez żadnych problemów czy niewygód). Nadal dość dużo przestrzeni dla osób nie lubiących komercji, wiadomo Siem Reap, stolica i wybrzeże (Sihanoukville brrrr... jak Łeba no chyba że ktoś lubi plażowe klimaty z imprezowiczami z Australii) wyraźnie nastawione na turystów, ale nie trzeba tam długo siedzieć, zachęcam do objazdówki po kraju, odwiedzenia postkolonialnych miasteczek, zabitych deskami wiosek, wysepek, itp. koniecznie też Tonle Soap.