Podpisuję się wszystkimi kończynami pod większością prezentowanych tu opinii, z tym jednakowoż zastrzeżeniem. Kambodża jest jednak bardzo nierówna, od ekstremalnego brudu, biedy, po przepych sieciowych hoteli w Siem Reap. Ktoś powie przecież to oczywiste, tak to wygląda...zaprzeczę. Wietnamowi, a w szczególności Tajlandii obce są aż takie kontrasty. Co więcej Angkor Wat mnie bardzo rozczarował - jakaś taka przykurzona, zaniedbana, zadeptana. Bayon, Tha Phrom zasługują na miano zachwycających. Tam wciąż czuć jakąś magię i jest szansa z jednej strony na zachwyt nad potęgą człowieka i jednocześnie na zadumę nad małością człowieka wobec sił natury (patrz Tha Phrom). Cała reszta raczej do przemilczenia. Mówiąc w najwyższym skrócie, odczuliśmy (choć raczej nikt nie dał tego po sobie poznać) niekłamaną ulgę przekraczając tajlandzką granicę...i tak właśnie Ko Phanga się po nocach śni, ale o tym w innym miejscu.
Absolutny strzał w sedno tarczy mówiąc za klasykiem. Jedzenie przebogate. Zabytki, w mojej ocenie prawdziwe i ciekawe a nie "dyskotekowe" jak np w Tajlandii. Zupa pho na śniadanie, owoce morza w Da Nang i obowiązkowo Saigon Beer. Hanoi najdziwniejsze miasto jakie widziałem, gdzie sportem ekstremalnym jest przejście na 2 stronę jezdni. Ogólny syf i brud, za dnia co do zasady tak, choć znika w oka mgnieniu i rano jest czysto i schludnie. bezsprzecznie to bardzo czysty naród, nie widziałem brudasów, śmierdzących, pijanych, znarkotyzowanych, leżących w rynsztoku. Odnosi sie wrażenie, że każdy ma tam jakies zajęcie i nie ma czasu na nudę, wszystko, wyłączając ruch uliczny, funkcjonuje w/g zrozumiałych i jasnych reguł. I co uderza, nie ma otyłych, zasapanych obżartuchów. Wietnamczycy mają doskonałe nawyki jedzeniowe i pyszna kuchnię. Bardzo chętnie tam jeszcze wrócę: na przyszły raz Sapa, delta, no i nieodżałowane z braku czasu Cam Rahn.