Indie są jednym z najciekawszych krajów swiata, nawet kilka lat może być za mało, żeby je całe poznać.
Wyjątkowo piękny kraj, sprawia wrażenie bardzo zadbanego. Łatwo się podróżuje, a ludzie są przesympatyczni.
Miejsce, które będziesz pamiętał do końca życia. Bagan, Shwedagon wynagrodzą Ci trudy podróży i do tego ten klimat z dawnych lat... Junta rządzi a pomimo tego Birmańczycy potrafią się szczerze uśmiechać.. a Ty?
Dla mnie Delhi to najbrzydsze miasto w Azji, jakie widziałem. Jego podstawową cechą jest unoszący się smród (nie chcę tłumaczyć skąd się bierze) i brud. Dzielnica turystyczna Paharganj w porównaniu z innymi tego typu miejscami w Azji (Lakeside,Thamel, Khao San Road, Sajgon, Yogjakarta) ma tyle uroku, co brud za paznokciem. Im szybciej się z tego miejsca wyjedzie tym lepiej. Dziwię się miłośnikom, ale gustów nie ocenia się. Aha i nie porównuję tego miejsca do Europy, ale do innych miast w Azji, a nawet w Indiach.
Cudowny, piekny kraj z dziką przyrodą i z bardzo miłymi, otwartymi ludzmi. Możliwość różnorodnego spędzenia czasu (trekking, rafting, zwiedzanie, medytacje)), każdy znajdzie tam coś dla siebie. Dla mnie jedno z nielicznych takich miejsc na świecie, że jeżeli byłeś tam to zawsze będziesz o nim myślał.
Sam Datong nie ma nic do zaoferowania, Nine Dragons Screen Wall to za mało, natomiast Hanging Temple i Wooden Pagoda są zachwycające. Niezłe też są groty, ale te w Longmen chyba ciekawsze. Do Hanging Temple przyjechaliśmy rano jadąc publicznym autobusem jeszcze przed wycieczkami i było mało ludzi. Można było poczuć atmosferę miejsca. Natomiast i tak najciekawsze miejsce to leżące około 100 km z Datongu Wutai Shan. Tam to dopiero jest magia. Koniecznie należy być tam w niedzielę, kiedy jest pełno pielgrzymów i mnichów.
Po obejrzenie innych miejsc w Chinach klasztor nie robi wrażenia, nie ma tam magii, liczy się tylko kasa, czysta komercja. Pokaz wykonany przez mnichów również strasznie jarmarczny, taki dla gawiedzi (pomimo, że doceniam ich stopień doskonałości). Jeżeli ktoś szuka magii to niech jedzie do Wutai Shan. Ewentualnie może być ciekawe dla miłośników kung-fu.
Po prawie 3 tygodniowej podróży po Chinach zostałem miłośnikiem tego kraju, głównie ze względu na charakter mieszkańców. Podróżowaliśmy we dwoje na własną rękę, lokalnymi środkami transportu. Bez pomocy Chińczyków, ich życzliwości taka podróż byłaby kompletnie niemożliwa. Im dalej od tzw. turystycznych miejsc tym bardziej przyjaźni ludzie, nie traktujący cię jak chodzący bankomat z pieniędzmi. Natomiast brak możliwości porozumiewania się w j. angielskim (i w każdym innym poza chińskim) zmusza do wykazania się pomysłowością i wyobraźnią. Jeżeli ktoś twierdzi, że Chiny są martwe, mało duchowe proponuję zobaczenie Wutai Shanu, szczególnie w niedzielę. A Szanghaj jest jedynym wielkim miastem jakie mi się spodobało w przeciwieństwie do Singapuru czy Bangkoku. Mam zamiar jeszcze nieraz tam powrócić, być może jeszcze w tym roku.