Moja ulubiona wyspa. Ja polecam okres tuż przed sezonem i w terminie, w którym nie ma pełni księżyca.
Na Ko Lipe dotarłem, zwiedziłem jej trzy główne plaże i muszę stwierdzić, że wyspa jest po prostu przeciętna. Biorąc pod uwagę czas potrzebny na dotarcie (lot z Bangkoku do Hat Yai, transport z lotniska do Pak Barra, transfer łodzią na Ko Lipe), wysokie ceny na samej wyspie (w porównaniu do cen na innych, bardziej dostępnych wyspach), oraz panujący w niektórych częściach wyspy bałagan (gruzowiska i śmieci widoczne wzdłuż dróg łączących plaże, jak i w wielu miejscach bezpośrednio za resortami), odniosłem wrażenie, że zagospodarowywaniu wyspy nie towarzyszy żaden plan i już za chwilę Ko Lipe straci resztę ze swojej atrakcyjności. Moim zdaniem, wyspa jest zbyt mała na przyjmowanie takiej ilości turystów, jaka na nią przypływa. Przejście z jednego końca wyspy na drugi zajmuje około 15 - 30 minut, a łodzie przypływają z Pak Barra i z Koh Lanta kilka razy w ciągu dnia. P.S. Mało kto wie, że rdzenni mieszkańcy wyspy zostali kilka lat temu uprzejmie poproszeni o przeprowadzenie się w inne rejony archipelagu. Wszystko w imię zysków płynących z ruchu turystycznego. Ci, którzy zostali, nie uśmiechają się zbyt często. Zwróciłem na to uwagę podczas mojego marcowego pobytu.
Ruiny starożytnej stolicy rozrzucone są na dużym obszarze, jednak zwiedzanie najważniejszych świątyń wymaga przejazdu przez mało interesujące miasto. Moim zdaniem są ciekawsze miejsca w Tajlandii.
Wspominam ją bardzo dobrze. Porównując ją do wysp wybrzeża Morza Andamańskiego, jest tu mniej turystów, jest spokojniej i jest też taniej. Co więcej, niedaleko znajdują się urocze wyspy Koh Mak i Koh Kood.
Przede mną jeszcze wiele wizyt w Bangkoku i jestem pewien, że za każdym razem będę odkrywał nowe i jakże różne oblicza tego miasta.
Z Mae Hong Son wiążą się moje najlepsze wspomnienia z Tajlandii. Jeśli tam dotrzesz, wybierz się przed wschodem słońca do świątyni położonej na graniczącym z miasteczkiem wzgórzu. Kilkunastominutowy marsz po schodach prowadzących na szczyt nie jest wymagający, a na górze czekać będzie na Ciebie nagroda. I pamiętaj żeby zabrać ze sobą sprzęt fotograficzny.
Byłem nieco rozczarowany. Być może dlatego, iż wcześniej odwiedziłem Bagan w Birmie.
Dziś chciałbym napisać coś więcej. Podczas mojej ostatniej, właśnie zakończonej, wielomiesięcznej podróży po Azji, odwiedziłem Koh Phangan trzykrotnie. Za każdym razem odkrywałem nowe miejsca i poznawałem niezwykle ciekawych ludzi, którzy przyjeżdżają na wyspę od kilkunastu czy kilkudziesięciu lat. Koh Phangan jest wyjątkową wyspą. Jedne z najlepszych plaż w Tajlandii, duży wybór resortów na każdą kieszeń i relatywnie mała ilość turystów naprawdę daje możliwość prawdziwego wypoczynku, szczególnie na trudnodostępnych plażach wschodniego wybrzeża. Czasami aż trudno w to uwierzyć, że tuż obok znajduje się zatłoczona Koh Samui.
Wapienne formacje skalne są naprawdę malownicze i wysiłek tych wszystkich młodych ludzi wspinających się po skałach będę pamiętał długo. Tak naprawdę jednak byłem rozczarowany tym miejscem. Owszem, na Ton Sai można zjeść pyszne jedzenie i poznać ciekawych ludzi, ale woda w rejonie Railay nie jest już przejrzysta i turkusowa, a wspomnianą tu, urokliwą plażę Phra Nang, odwiedza w ciągu dnia niezliczona ilość osób, jest tłoczno, panuje zgiełk, a z łodzi stojących przy brzegu sprzedaje się tajskie jedzenie.
Lubię tą wyspę. Byłem dwukrotnie. Najlepsze na południu jedzenie, otwarte przestrzenie i spokój na plażach.
Skrajne opinie zawsze intrygują. A przecież wystarczy zostawić za sobą rejon przystani i zatoki Ton Sai, gdzie skupiona jest niewyobrażalna wręcz ilość punktów komercyjnych, resortów i agencji turystycznych, aby naprawdę odkryć tą wyspę. Zatrzymaj się na Long Beach, moim zdaniem najładniejszej plaży na Phi Phi Don, pozwalającej jednocześnie na dość łatwą eksplorację pozostałych rejonów wyspy. Phi Phi to najładniejsze plaże w Tajlandii, niezwykle przejrzysta i turkusowa woda, ale także najwyższe w Tajlandii ceny. Musisz wziąć to pod uwagę, planując swój pobyt na wyspie.
Na Koh Jum nie ma ładnych plaż. Panuje tam za to sielska atmosfera, o której wspomnieli już przedmówcy i która dla wielu jest decydującym argumentem przy wyborze miejsca na wakacje. Bardzo przyjemnie jest spacerować pustą drogą łączącą niewielkie, muzułmańskie wioski i wymieniać pozdrowienia z mijanymi mieszkańcami wyspy lub z turystami, których przypływa tu niewielu. Na pewno warto tu zajrzeć, aby zwolnić. Tak naprawdę zwolnić.
W Penang zacznij swoją podróż po Malezji. Nie tylko ze względu na znakomicie zachowaną architekturę Georgetown i pyszne jedzenie, którym osobiście byłem bardziej niż zachwycony, ale przede wszystkim z uwagi na wyjątkową mieszankę etniczną i kulturową. Naprawdę warto.
Pobyt w Birmie był dla mnie bardzo trudnym okresem. Przede wszystkim emocjonalnie. Birma to przygnębiający obraz biedy. Birma to jedna wielka ruina. Ludzie żyją tam na krawędzi skrajnej nędzy i tylko w Yangon lub łącznie w dwóch, trzech innych miastach wygląda to nieco inaczej. To, co widziałem podróżując po kraju, budziło we mnie ambiwalentne uczucia. W pewnym momencie straciłem wręcz ochotę na dalsze podrożowanie. Źle się z tym wszystkim czułem. Podróżując po Birmie dziennymi autobusami, przemierzałem absolutne pustkowia zatopione we mgle i pyle, co jakiś czas mijając jedynie zakurzone, stare jak świat wioski. Widziałem ludzi zmuszanych do pracy, bose kobiety i dzieci noszące kamienie potrzebne przy budowie dróg, a z autobusowego telewizora płynęły kolorowe migawki z pięknej Birmy i rzeczywistość kreowana nie wiadomo przez kogo i dla kogo... Większość mieszkańców Birmy od urodzenia żyje bez środkow do życia, bez nadziei na lepszą przyszłość i osobiście mam tylko nadzieję, że aktualne zmiany społeczno-polityczne zmienią tą sytuację na lepsze. P.S. Żadna z dostępnych tu ocen nie odzwierciedli moich odczuć i trudno mi zdecydować się na którąkolwiek.
To historyczne dziedzictwo dewastowane jest każdego dnia. Paradoksalnie w dobrej wierze. W dobrej wierze stare budowle odnawiane są przez mieszkańców okolicznych wsi, w dobrej wierze powstają repliki i buduje się całkiem nowe pagody. Rzecz w tym, że mimo dobrych intencji, Bagan jest coraz mniej autentyczny. Owszem, podziwianie parku historycznego z perpsektywy rowerzysty może budzić niemały entuzjazm, ale wszystkim zapalonym rowerzystom polecam przyjrzenie się temu wyjątkowemu dziedzictwu z bliska. Ponadto, Bagan jest już typową pułapką na turystów. Cały urok podziwiania wschodów i zachodów słońca z wierzchołka pagody znika w chwili, w której pojawia się pierwszy handlarz pamiątkami. Rozczarowujące. Przykro mi.
Zgiełk i brak świeżego powietrza. Skrajna bieda i chwiejące się kolonialne budynki. Pyszne jedzenie w najstarszej części miasta. I Shwedagon Pagoda górująca nad miastem i nad całą Birmą...
Podczas mojej ostatniej podróży po Azji odkryłem na Koh Samui miejsce dla siebie. To miejsce to centrum medytacji Dipabhavan, położone wysoko wśród wzgórz, zdala od zgiełku i zatłoczonych plaż. Centrum organizuje tygodniowe sesje medytacji według tych samych zasad, które obowiązują podczas 10-dniowych sesji organizowanych w klasztorze Wat Suan Mokkh, niedaleko Surat Thani. Wat Suan Mokkh jest bardzo znanym ośrodkiem promocji buddyzmu w regionie. Jeśli chcesz doświadczyć czegoś nowego i wyjątkowego, wybierz się do Dipabhavan. Wcześniej jednak zajrzyj na stronę: http://dipabhavan.weebly.com/