Całe życie marzyłam żeby go zobaczyć i w końcu się udało. Będąc w Indiach grzechem byłoby choć raz na niego nie spojrzeć. Poza tym Agra - do zobaczenia, ale bez entuzjazmu.
Przyjemne miejsce w Indiach, które nie jest indyjskie. Powiew Tybetu na każdym kroku.
Moje miejsce na ziemi. Rzecz nie do opisania. O świcie, o zmierzchu, o każdej porze dnia (w nocy lepiej się nie pętać). Tylko krowy wyjątkowo sfiksowane ;)
Dobre miejsce na przeżycie pierwszego szoku zaraz po przylocie. Genialna miejscówka to Paharganj - mózg pracuje non stop aby nie dać się oskubać. Poza tym - do zobaczenia, bez rewelacji.
Interesujące - tylko tyle. Warto zobaczyć za dnia jako ciekawostkę najczystszego miejsca w Indiach - skoro Unesco to posprzątane;) Odradzam pokaz światło i dźwięk. Nie warto.
Można też pod koniec września trafić na plagę dziwnych czarnych robali.
Warto zobaczyć! Szczególnie z dachu jakiegoś budynku. Środek różowy, dookoła zakłady wszelkiej maści przemysłu dziwnego, a w oddali góry i prawie pustynne krajobrazy.
Pod fortem warto przysiąść nad bajorkiem i zobaczyć wielkie szorowanie słoni :)
Cudne miejsce. Ludzie inni niż właściwi Hindusi, mili, sympatyczni.
Ostrożnie z papierosami! Krzyczą!
Koniecznie trzeba sobie na miejscu uszyć ubranko, zjeść w świątynnej stołówce i pojechać na ceremonię wieczornego zamknięcia granicy z Pakistanem.
Zawsze chciałam tam pojechać. Więc pojechałam. I wiem że będę tam wracać. Mam tylko nadzieję że nie raz. To jest inny świat, inni ludzie, inne wszystko. Nie da się opisać, trzeba tam być.