Wlasnie siedze w hotelu w Chennai i tylko odliczam dni do odlotu. Dzieki Bogu w poniedzialek wracam do pracy, czas leci szybciej niz w weekend. Luksusowy hotel w ktorym mieszkam jest odgrodzony od tubylcow plotem jak ambasada amerykanska w Iranie. Przy wjezdzie auta sa przeszukiwane czy nie ma w nich materialow wybuchowych. Przy wejsciu do hotelu przechodzi sie taka sama kontrole jak na lotnisku tzn. bramka i przeswietlanie bagazy. Po tygodniu pobytu w Indiach zrozumialem ze nie ma w tym przesady. W przeciwienstwie do wiekszosci Europejczykow na wjezdzie nabawilem sie niestrawanosci a nie biegunki. Po tygodniu leczenia mi przeszlo. Poniewaz przyjechalem tutaj w interesach to Hindusi mnie traktuja jako wielkiego Bialego Mastera. Nosza moja walizke na glowie itp. itd. Rola ktora mi nie odpowiada ale jakiekolwiek protesty powoduje ze zawala sie hinduski porzadek rzeczy a oni staja sie agresywni. Pozwalam im odstawiac wiec ten cyrk, daje napiwki a oni mi dziekuja. W zeszlym tygodniu bylem w Delhi, sam. Przez 2 godziny przezylem wiecej niz przez 2 tygodnie wakacji w Grecji. Jednym z ciekawszych numerow bylo obrzucenie moich butow krowim gownem a pozniej oferta ze mi je wyczyszcza. Odmowilem. Pomimo tego ze jestem dosc dobrze zbudowanym facetem to nie wydaje mi sie zeby tutaj bylo bezpiecznie. Widzac moja przewage fizyczna Hindusi zasadzaja sie na mnie grupami a w tlumie trudno rozpoznac kto nalezy do grupy a kto jest przechodniem. Czujac za soba grupe powoduje ze sa jeszcze bardziej nachalni i agreswyni w wyludzaniu pieniedzy. Z doswiadczenia wiem, ze pomaga jesli sie wyrusza na miasto pod ochrona Hinduskiego opiekuna. Wtedy jest w miare spokojnie. Slyszac rodzimy jezyk poskramiaja troche swoje rzadze. Wczoraj spacerowalem w ten sposob i bylo spokojnie. Dzis probowalem wyjsc sam a oni znowu po staremu. Oszustwo panuje wszedzie, od rikszarzy po hotele *****. Poprosilem w hotelu o butelke wody gazowanej. Dostalem Periera. Jak sie okazalo ze za napoje nie place to pan wymienil ja na tansza butelke sody. Dlaczego mi nie mogl jej podac od razu tej tanszej tylko przyniosl mi jakiegos go...ego Periera za 250 rupii???? Kazdy chce cie orznac na kase i najlepiej zeby to zrobic na bezczelnego. Zwiedzac przestalem bo wszedzie to samo, brod, smrod, bieda, bezdomni itp. itd. a wyjecie aparatu fotograficznego wywyoluje wsrod wielu Hindusow stan amoku bowiem wiedza ze napotkany bialy z aparatem to turysta a oni znaja 100 sposobow zeby turyste obrobic. Dzieciom daje na jedzenie jak mnie prosza. Choc nie dziekuja to i tak sa najbardziej w porzadku. Wyrywaja mi banknoty z reki i w milczeniu uciekaja zeby za otrzymane pieniadza kupic jakis posilek. Kiedy opowiedzialem o tym wszystkim swoim lokalnym kontaktom tzn. Hindusom, ktorzy sa ludzmi na poziomie to zalamali sie ale nie wiedza co z tym zrobic. Takie zachowanie tubylcow morduje turystyke i interesy. Dyskoteki, kluby i bary przypominaja imrezy dla gejow. Jedyne kobiety ktore sa obecne to sa Europejki albo Chinki/Japonki etc. Lokalne mozna na palcach jedej reki policzyc. Bylem na dyskotece gdzie byli sami faceci, tanczyli ze soba itp. itd. W samolocie na lokalnej trasie to samo. Samolot pelen facetow. Tylko stewardesy byly kobietami. Nie przyjechalem tutaj na podryw ale dziwnie sie czuje jak plec przeciwna znika nagle z zycia spolecznego. W weekend wracam (nie moge sie juz doczekac kiedy) i od tej pory nigdy nie bede narzekal ze Polska jest kiepskim krajem. Na najblizszym europejskim lotnisku zrobie to samo co robil s.p. JPII tzn. pocaluje plyte lotniska albo posadzke w terminalu. Jesli ktos szuka egzotyki ale lubi jak jest w miare czysto, kulturalnie i w miare uczciwie to polecam Chiny. Zalatwienie wizy biznesowej do Indii zajelo mi 3 tygodnie i musialem zebrac tone papierow ktora byla 2 razy odsylana bo cos sie im nie zgadzalo podczas gdy wize do Chin mialem w przeciagu trzech dni i wystarczylo mi potrwierdzone zaproszenie od firmy w Chinach. Widok ludzi uprawiajacy rano tai-chi dziala kojaco na moja dusze.