Dla mnie jeden z najmniej ciekawych punktów wyprawy po Tajlandii. Most jak most. Uważam, że miejsce mocno przereklamowane, pewnie za sprawą filmu...
Natomiast nie widziałem wodospadów i Tiger Temple, dlatego ta uwaga dotyczy samej okolicy mostu :)
Wspaniałe miejsce! Prawdziwy klimat Południowo-Wschodniej Azji. Nie każdemu się spodoba, bo duży ruch i hałas, ale są też spokojne, klimatyczne miejsca. Piękny pałac i świątynie, cudowni, uśmiechnięci ciągle ludzie.
Wiadomo, że wszędzie tam, gdzie duże zagęszczenie turystów (Khao San) to znajdą się naciągacze. A tuk tukiem choć raz warto się przejechać :)
Raj na ziemi i nie prawda, że nie można zostać na dłużej. Nam się udało. Baza noclegowa jest choć niewielka, chyba tylko 3 bungalowy należące do władz Parku Narodowego. Płynie się z jednodniowymi turystami z Koh Samui, można zostać parę nocy i wrócić z kolejną wycieczką. My mieliśmy praktycznie tylko dla siebie tę piękną plażę co na zdjęciu. Tylko do południa dużo turystów, a potem praktycznie bezludna wyspa :) Dużo ciekawych zwierząt, zwłaszcza langury okularowate i dzioborożce, ale raczej nie do zobaczenia dla jednodniowego turysty :)
Ja po prostu nie lubie takich komercyjnych miejsc. Troche jak turystyczna fabryka. Ale jeżeli ktos szuka plaży w dzień i imprezowania nocą to dobrze trafił, a przy okazji można się wybrać na ciekawe wycieczki: obowiązkowo Ang Thong.
Biorąc pod uwagę inne miejsca w Birmie to sama stupa na skale nie jest aż tak ciekawa jak myślałem. Bardziej interesująca jest sama droga do niej, przejazd razem ze stłoczonymi tubylcami siedzącymi na drewnianych deskach-ławkach na ciężarówce, pielgrzymi, pomalowane twarze miejscowych kobiet. Osobiście zaoszczędzony czas wolałbym przeznaczyć na dłuższy pobyt w innym miejscu.
A mi się bardzo podobało. Warto wdrapać się na bosaka po tych wszystkich stopniach i poczuć się jak prawdziwy pielgrzym :) Z góry niesamowity widok na równinę. Małpy faktycznie nie są miłe, jak pokażą wielkie kły to aż ciarki przechodzą. Ja szedłem z kijem w ręce na wszelki wypadek, ale nie był potrzebny :)
Polecam.
Wspaniałe miejsce, niepowtarzalny klimat. Żałuję, że nie mogliśmy zostać tam dłużej. Ciekawe jest jezioro i okolica. Koty w świątyni spały, a nie skakały :)
Gdy wypływacie rano łodzią motorową radze nie zapomnieć swetra, później robi się gorąco.
Choćby tylko dla świątyni Shwedagon warto się tam wybrać - to jedna z najwspanialszych buddyjskich świątyń. Niesamowity klimat. Jeżeli ktoś lubi medytować to tam wystarczy tylko zamknąć oczy. Samo miasto też bardzo ciekawe.
Junta wojskowa zatrzymała ten kraj w rozwoju, nie ma wolności, ale przez to można tu spotkać klimaty jakich już nie ma w sąsiednich krajach. Wspaniałe zabytki, przyroda, mniej turystów niż w sąsiedniej Tajlandii i cudowni ludzie. Myślałem, że nie ma bardziej uśmiechniętego i życzliwego narodu niż Tajowie, a jednak w Birmie jest jeszcze sympatyczniej. Jedynie kuchnia dla mnie taka sobie, ja wole osobiście tajską. Birmańczycy są tak religijni, że buty ściągają nie jak w innych krajach przed samą świątynią, ale już sam dziedziniec, czasami rozgrzany w słońcu jak patelnia, trzeba pokonać boso :)
Oczekując na pozwolenie na wjazd do Tybetu, w międzyczasie warto wyskoczyć autobusem z Chengdu do Leshanu. Posąg naprawdę robi duże wrażenie, choć musieliśmy wystać ponad godzinę w tłumie chińskich turystów, żeby pod niego podejść. Uroczy jest także otaczający park i świątynie położone w bliskim sąsiedztwie. Polecam dojechać pod samo wejście miejskim autobusem, numeru już nie pamiętam - jest to najtańsza opcja dotarcia pod posąg, o której chyba nie było wzmianki w "l. planet".