Miasteczko jest sympatyczne i bardzo autentyczne, niestety nie bylem w górach, które wyglądają bardzo obiecująco.
Fantastyczne, duże miasto, jedno z najładniejszych w Azji. Shwedagon Paya jest niesamowita.
Małe miasteczko bez specjalnego uroku, tylko świątynie są wspaniałe. Przy hotelach dla białasów kręcą się rikszarze, niektórzy są strasznie fajni i warto nie tylko ich wynająć na tour po świątyniach, ale też pójść z nimi wieczorem na piwko.
Fajne, duże miasto. Z okolicznych, dawnych stolic zdecydowanie najciekawsze jest Mingun.
Jezioro Inle jest rewelacyjne, wioski na wodzie robią wielkie wrażenie, podobnie wspaniałe drewniane świątynie i niezwykle gościnni mnisi, którzy zapraszają na herbatkę i miłą rozmowę.
Iran jest rewelacyjny głównie ze względu na jego mieszkańców. Nie ma chyba drugiego, tak gościnnego narodu, jak Irańczycy. Zabytki i inne atrakcje są bardzo ciekawe, choć mogą się wydać monotonne przy dłuższym pobycie.
Birma, moim zdaniem należy do ścisłej czołówki najpiękniejszych krajów Azji. Jest tu mnóstwo niezwykle atrakcyjnych miejsc do odwiedzenia, a mieszkańcy tego kraju są tak sympatyczni, że przebywanie wśród nich jest wielką przyjemnością. Szkoda, że wiele miejsc jest niedostępnych dla turystów i że tak ciężkie życia mają Birmańczycy pod rządami wojskowej junty.
Indie są absolutnie fantastyczne. Żaden inny kraj nie ma chyba tylu atrakcji turystycznych i to na najwyższym, światowym poziomie, od zabytków i świątyń sprzed setek albo i tysięcy lat (praktycznie w każdym mieście), do rezerwatów dzikiej przyrody, tropikalnych plaż i wspaniałych gór. Hindusi są w zasadzie bardzo otwarci i sympatyczni, ale trzeba przyznać, że zdarzają się też dość męczący i irytujący.
Laos przypomina jedną, dużą wioskę, nawet w centrum stolicy Vientiane, wiele dróg nie jest pokrytych asfaltem. Poza perełką Luang Prabang, niewiele jest tu bardzo interesujących miejsc, ale dużym atutem kraju jest sielska, jeszcze mało skażona przyroda, świetne góry do trekingu, wielkie rzeki do rejsów i kraina czterech tysięcy wysp do leżenia w hamaku.
Kambodża wydaje mi się być bardzo nierówna pod względem atrakcyjności turystycznej. Absolutnie fantastyczny jest Angkor, to nie podlega dyskusji, ciekawa jest też stolica Phnom Penh, ale reszta kraju jest już moim zdaniem tylko taka sobie. Nie, żeby prowincjonalne miasteczka, czy małe wioski nie miały swojego uroku.
Dość fajne miasteczko, polecam odwiedzenie pobliskich jezior i pagód, a w samym mieście koniecznie kolorowego targowiska.
Przyjemne miejsce, plaża i woda nie są takie fajne, jak w Tajlandii, ale na kilka dni można się zatrzymać. Duże wrażenie robią setki kutrów rybackich w pobliżu wioski.
Nha Trang nie zrobiło na mnie szczególnego wrażenie. Może dlatego, że nie trafiłem na dobrą pogodę.
Hue nie zrobiło na mnie szczególnego wrażnia, chociaż Cytadela wydaje się być całkiem interesująca.
Bardzo fajnie wspominam to miasto, zwłaszcza jego centralna część doskonale nadaje się do spacerów i podziwiania okolicy.
Bardzo przyjemne miejsce, coś w rodzaju polskiego Zakopanego. Szkoda, że Sapa stała się ofiarą własnej popularności, bardzo szybko się komercjalizuje.
Przyjemne miejsce, sporo tanich możliwości noclegowych. Plaża jest raczej kiepska, ale kto jej potrzebuje, skoro codziennie można się wybrać na wycieczkę na inną wyspę. Mnóstwo agencji turystycznych organizuje podobne wycieczki, warto popytać o ceny.
Fajne miejsce, ale nic więcej. Większość świątyń jest w dość marnym stanie, ale kilka jest fantastycznych.
Jadąc do Laosu warto tutaj spędzić noc, bo miejsce wydaje się być przyjemniejsze, niż Houay Xai po drugiej stronie Mekongu. Slowboat do Luang Prabang wypływa wcześnie rano, więc granicę trzeba przekroczyć odpowiednio wcześniej.
Piękne miejsce. Warto wybrać się na więcej niż jeden dzień, żeby zajrzeć do miejsc położonych dalej od utartych szlaków. Hemestay jest bardzo autentyczny, wcale nie jest przereklamowany.
W samym mieście nie ma za dużo ciekawych rzeczy, ale okolica jest dość interesująca, szczególnie fajny jest pływający bazar.
Idealne miejsce na dwutygodniowe wakacje nad basenem, na leżaku z parasolem, z drinkiem w ręku i nocami spędzanymi na dyskotece. Packpackersi raczej tu nie zaglądają.
Bardzo fajna wyspa, każdy tu znajdzie coś dla siebie, od wielkich imprez, do spokojnych zartoczek.
Świetne miejsce na naukę nurkowania, kursy są bardzo tanie, a warunki doskonałe.
Jedno z najprzyjemniejszych miejsc we wschodniej Tajladii. Idealne miejsce na odpoczynek przed lub po wyprawie do Kambodży.
Nic ciekawego, tylko transfer między dworcem autobusowym, albo kolejowym, a przystanią promową.
Fantastyczny kawałek tropikalnej przyrody ledwie dotkniętej ludzką ręką. Szkoda, że nie można tu zostać na dłużej, ale może tylko dzięki temu to miejsce nie zostało jeszcze zadeptane.
Ezmirghan jest miłą odmianą po monotonnie pustynnym Iranie. Szkoda, że nigdzie w okolicy nie można przenocować, bo warto by tu było spędzić nawet kilka dni.
Obie wyspy należą do najpiękniejszych w Tajlandii. Szkoda, że na Phi Phi Leh nie ma możliwości noclegu, ale może tylko dlatego, to miejsce pozostaje takie piękne. Phi Phi Don jest zadeptana przez turystów, ale mimo to pozostaje jedną z najpiękniejszych wysp w kraju.
Doskonałe miejsce na spokojny wypoczynek z dala od tłumów turystów i natrętnych sprzedawców.
Całkiem interesujące miasto, bardzo dużo miejsc do zobaczenia. Tydzień czasu może być niewystarczający, żeby odwiedzić tylko te najważniejsze.
Zaletą Badaling jest bliskość do Pekinu, ale dużą wadą komercyjność miejsca i straszne tłumy turystów.
Doskonałe miejsce na relaks. Polecam wynajęcie koni i co najmniej kilkudniową podróż po stepie.
Klasztor Shaolin to nic rewelacyjnego, legendę ma wspaniałą, ale rzeczywistość do niej nie dorasta. W świątyni nie ma ani jednego prawdziwego mnicha, wokół sama komercja.
Jak na tak duże miasto, jest bardzo przyjemne, chociaż żadna z tutejszych atrakcji nie zachwyca.
Całkiem przyjemne miasto, nie przytłacza swoją wielkością, ma sporo uroku. Ogrody faktycznie wspaniałe.
Przepiękne miejsce, autentyczna, tybetańska kultura, architektura oraz sympatyczni ludzie.
Wyprawa na koniach po okolicznych górach była jednym z najpiękniejszych doświadczeń mojej podróży po Chinach.
Fajne miejsce i bardzo fajne klasztory. Nowa część miasta wcale tak nie razi, może ze względu na przechadzających się ulicami tybetańskich mnichów w bordowych szatach.
Fajna góra, wspinaczka na szczyt jest dość wyczerpująca, ale warto, bo widoki świątynie mijane po drodze są interesujące, a widoki ze szczytu nieprzeciętne.
Duże, przytłaczające, nic szczególnego do zobaczenia. Jedynie Pandy, jak ktoś lubi.
Prawdziwie piękne miasto, zdecydowanie jedno z najpiękniejszych w całych Chinach.
Lijiang jest zdecydowanie zachwycający, nie ma drugiej takiej starówki w Chinach.
Niezły trek i dużo wrażeń, widoki nieziemskie. Trzeba bardzo uważać, żeby nie spaść na dół.
Przyjemne miasto, czasem za duże i zbyt nowoczesne, ale wiele miejsc jest bardzo fajnych. Niesamowite góry w okolicy.
Jedno z najpiękniejszych miejsc w Chinach. Wzgórza mają niesamowite kształty i robią olbrzymie wrażenie.
Fantastyczne miejsce, niesamowity charakter i klimat miejsca. Przy odrobinie szczęścia można natrafić na jakieś lokalne święto.
Należy raczej omijać, w takim wielkim mieście trudno się poruszać. Jest też dość drogo.
Fantastyczne miejsce, panorama drapaczy chmur nie jest nawet w połowie tak imponująca, jak w Hong Kongu, ale i tak jest świetna.
Naprawdę piękne miasto, zwłaszcza dla kogoś, kto spędził dużo czasu w Azji i ma ochotę przypomnieć sobie, jak wyglada Europa.
Zachwycające miasto. Oczywiście trzeba lubić duże (bardzo duże) miasta, nie mieć klaustrofobii, lubić ludzi (tłumy ludzi).
Dużo chińskiej, nowoczesnej architektury, mało klimatu tybetańskiego. Ale okolice są bardzo interesujące, w Kangding można potraktować jako bazę do wycieczek w pobliskie rejony.
Ciekawe miejsce z ciekawą historią i jeszcze ciekawszymi ludźmi, a do tego bardzo malownicze.
Całkiem ładne miasteczko. Na wąskich uliczkach najstarszej części panuje niesamowity klimat.
Całkim przyjemne miejsce. Żeby sprawnie poruszać się pomiędzy wioskami najlepiej jest wynająć auto wraz z kierowcą.
Tajlandia, to niemal raj na Ziemi. Niestety zbyt wiele osób uważa podobnie, dlatego zwykle wokół siebie zobaczysz więcej zmanierowanych białych turystów, niż uśmiechniętych Tajów.
Gdybym miał wybrać jedno ulubione miasto, spośród wszystkich azjatyckich dużych miast, to wybrałbym właśnie Kathmandu. Jest piękne, klimatyczne, ma świetną infrastrukturę turystyczną, mnóstwo ciekawych miejsc do zobaczenia i jest bardzo tanie.
Wyjątkowy kraj, jeśli kochasz góry, to wiesz o co chodzi, jeśli nie kochasz, to na pewno pokochasz. A poza górami mnóstwo fajnych miejsc do zobaczenia i ekscytujących rzeczy do zrobienia, w dodatku mimo podobieństwa do Indii, Nepal jest ogólnie bardziej zrelaksowany i mniej męczący, słowem miła odmiana.
Pod względem warunków przyrodniczych Park Bardia jest bardzo podobny, a może nawet lepszy od Chitwan, ale brak infrastruktury turystycznej strasznie wszystko utrudnia.
Piękne miejsce, na pewno warte odwiedzenia. Wspaniałe zabytki i fajny klimat.
Park jest bardzo mocno eksploatowany turystycznie i jest dość drogi, zwłaszcza noclegi wewnątrz, ale możliwość zobaczenia dzikiego nosorożca na wolności z kilku metrów jest bezcenna.
Przyjemne miasteczko, choć bez rewelacji. Dużą zaletą jest praktycznie całkowity brak turystów.
Super miejsce, jeśli nie planujesz wyprawy w góry, piękne widoki, to kwestia szczęścia i nie wszystkim są dane, ale nawet bez Mt. Everest to miejsce ma sporo do zaoferowania. Koniecznie trzeba przenocować, bo słynny wschód słońca wcale nie jest przereklamowany.
Przyjemne miasteczko. Jeśli lubisz innych turystów i atmosferę turystycznego getta z tysiącem knajpek, pubów, restauracji i tego typu atrakcji, to na pewno ci się spodoba.
Ciekawe miejsce, obyczajowo luźniejsze, chociaż nie do końca. Klimat zabójczy, na szczęście wszystkie centra handlowe są nieźle klimatyzowane, aż nie chce się z nich wychodzić. Przy odrobinie zaparcia można nawet wynająć samochód i objechać całą wyspę. Benzyna jest w cenie wody mineralnej.
Wspaniała atrakcja dla miłośników historii, dla pozostałych może być trochę rozczarowujące, zwłaszcza jeśli ktoś jedzie w ten rejon Iranu specjalnie ze względu na tę świątynię.
Piękne miejsce z dala od cywilizacji. Niestety, a może i na szczęście, nie łatwo tu się dostać, dzięki czemu nie ma tu tłumów turystów i raj jest niemal nieskażony.
Bardzo duże i niemiłosiernie zatłoczone miasto. Jak na Bangladesz dość ciekawie miejsce do odwiedzenia, tym bardziej, że trudno je ominąć. Koniecznie trzeba zobaczyć Old City oraz przepłynąć się łodzią po rzece.
Moim zdaniem najfajniejsze miejsce w Bangladeszu. Piękne dywany herbaty ciągnące się aż po horyzont i ogólnie fajny, zrelaksowany klimat. W jednym z biur podróży pracuje wyjątkowo sympatyczny człowiek, sam was znajdzie na ulicy, bo dostaje chyba cynk o każdym zagranicznym turyście przyjeżdżającym do miasta. Można u niego wypożyczyć rowery.
Duże, zupełnie nie interesujące miasto. W hotelu na pewno znajdzie się ktoś, kto ma brata, stryjka, teścia lub kogo tam jeszcze, kto organizuje wyprawy na rozlewiska i może zorganizować ci wyprawę po okazyjnej cenie. Taką cenę należy natychmiast podzielić przez dwa, a czasem nawet przez dziesięć.
Sundarbans uchodzi za wielką atrakcję, ale chyba trzeba lubić takie miejsca, żeby je docenić. Wydaje się, że kilkugodzinna wycieczka nie ma dużego sensu, bo zwykle ogranicza się do zwiedzenia samego centrum informacyjnego parku, gdzie biega kilka jelonków, kilka kolejnych zwierząt znajduje się w klatkach, a całość daje zaledwie przedsmak prawdziwych rozlewisk. Na pewno ciekawa jest podróż łodzią do tego centrum, przez port, kanały, wśród łodzi rybackich i wielkich kontenerowców.
Jak na Bangladesz, całkiem interesujące. Może nie tyle samo Cox's Bazar, ale pobliskie wysepki oraz wioska buddyjska na pewno są warte odwiedzenia.
Raj na ziemi w wydaniu bangladeskim. W porównaniu z Andamanami, czy wyspami w Tajlandii i Malezji wypada blado, ale zawsze coś.
Zaskakująco przyjemne miejsce. Zabudowa Georgetown bardzo ciekawa, przynajmniej tej starszej części miasta. Nigdzie nie spałem w tak fajnym i klimatycznym hotelu. Polecam wypożyczenie skutera i objechanie najważniejszych miejsc na wyspie, w jeden dzień da się to wykonać, a radości przy tym jest mnóstwo.
Właśnie tak bym sobie wyobrażał raj. Niestety z roku na rok raj się przepoczwarza w kurort w Dębkach i wkrótce trzeba będzie poszukać nowego raju. Ale póki co, miejsce jak najbardziej zachwycające.
Dżungla zachwyca, żałuję, że nie wybrałem się na dłuższą wyprawę. Tereny w pobliżu wejścia do parku dość interesujące ale pozostawiają duży niedosyt. Park linowy, to super zabawa, ale raczej nie dla osób z lękiem wysokości.
Bardzo fajne i wyluzowane miejsce, przyjemny klimat, można nawet zmarznąć. Jeśli nie widziałeś(łaś) nigdy pól herbacianych, to będziesz zachwycony(a).
Pierwsze wrażenie może nie być zbyt korzystne dla ambitnego trekkera. Drewniane kładki, ławeczki, prosta trasa, wszystko przygotowane dla weekendowych gości z Miri i okolic. Wystarczy jednak pójść parę kroków dalej, żeby posmakować prawdziwej dżungli.
Raflezja rzeczywiście jest wyjątkowym kwiatem, ale wiem, czy warto jechać tu tylko dla niej. Dużą zaletą tego parku jest niewielka liczba turystów, można faktycznie pobyć sam na sam z dziką dżunglą.
Przyroda w najdzikszej postaci, jedno z najlepszych miejsc na Borneo, a przy tym mało oblegane przez turystów.
Jedna z piękniejszych wysepek w Azji. Szkoda, że te tańsze miejsca noclegowe nie są tak fajne, ale zdecydowanie warto.
Mówi się, że Sipadan należy do TOP5 najlepszych miejsc nurkowych na świecie. To zobowiązuje.
Ciekawostka. Jaskinie są olbrzymie. Warto zabrać porządne buty, bo podesty, po których się chodzi są bardzo śliskie. W jaskini mocno śmierdzi łajnem nietoperzy, dla bardziej wrażliwych może to być przykre doświadczenie.
Nic ciekawego, zwykłe, spore miasto bez specjalnych atrakcji. Wszystko jest tu tańsze, niż w Singapurze.
Chyba największa atrakcja Borneo. Wejść na 4 tysiące metrów, to niezła przygoda. Koniecznie trzeba zarezerwować miejsce z dużym wyprzedzeniem. Z jednej strony to wada, a ale z drugiej zaleta, bo bez limitowania odwiedzin to miejsce byłoby dużo bardziej zadeptane.
Super, jeden z najbardziej dzikich i autentycznych sposobów na doświadczenie dżungli. Warunki są na prawdę prymitywne, ale dzięki temu jest się jeszcze bliżej przyrody.
Dość ciekawe miasto. Zwłaszcza nocny bazar zasługuje na uwagę, przepyszne jedzenie.
Miłośnicy dużych miast będą zachwyceni. Liczba nowoczesnych wieżowców oszałamia, a Petronas Towers to chyba najbardziej znana i fotogeniczna budowla Azji. W KL nowoczesność przeplata się z tradycją na każdym kroku. Dzielnice chińska, czy hinduska znajdują się zaledwie dwa kroki od ultranowoczesnego centrum, a są tak bardzo inne.
Fajna wyspa, ale całkowicie zaanektowana przez markowe resorty i pakietowych turystów. Backpackerzy raczej nie mają tu czego szukać.
Przepiękne miejsce. Hotel nieco przydrogi, ale wart każdego wydanego Ringita.
Jedno z ciekawszych miast w Malezji. Ma dużo klimatu, głównie dzięki interesującej zabudowie.
Zupełnie niewarte uwagi. Warto jedynie odwiedzić agencje turystyczne, które mogą posiadać zarezerwowane cenne miejsca w Mulu.
Jeden z kilku najlepszych Parków Narodowych na Borneo. Rewelacyjne doświadczenie, zdecydowanie warto ponieść trudy podróży.
Przyzwoite miejsce na plażowanie, zwłaszcza, jeśli chcesz uciec od tłumu białych turystów i jednocześnie nie przeszkadza ci tłum miejscowych turystów,
Tropikalna plaża dla zdeterminowanych. Jeśli nie możesz oddalić się od KL dalej, niż na 100km, to nie masz wyjścia, ale Malezja ma dużo lepszych miejsc na plażowanie.
Piękne miejsce. Dość drogie, ale piękne. Jeśli Cię stać, to ja bym się nie wahał.
Trochę cepelia, ale jeśli interesuje Cię coś więcej, niż kolejna jaskinia w środku dżungli, to warto tu zajrzeć.
Orangutany niemal na wyciągnięcie ręki. Łatwy dojazd i niemal 100% gwarancji na zobaczenie zwierzaków. Nie są to może warunki zupełnie dzikie, ale zawsze lepiej, niż w zoo.
Nie da się tu nie być, jeśli chcesz popłynąć na Mabul. Jeśli planujesz tu się zatrzymać, to tylko w ostateczności.
Fajne miejsce na zobaczenie Orangutanów. Jak widać na zdjęciach, czasem bardzo z bliska. Można się jednak rozczarować, jeśli zwierzęta się nie pojawią, co zdarza się dość często.
Trochę jak plaża miejsca dla KK. Bywają tu tłumy Malezyjczyków w kąpiących się w kolorowych kamizelkach ratunkowych.
Największe wrażenie robi wieczorne bezkrwawe safari w poszukiwaniu żółwi. A same wyspy i plaże raczej takie sobie.
Miejsce przepiękne i orginalne, a co najważniejsze, na przestrzeni kilku kilometrów nie spotkasz ani jednej żywej duszy.
Malezja jest niezwykła. Czasem bogata i nowoczesna, czasem prosta i biedna. Wyspy i plaże niczym nie ustępują tym w Tajlandii, dzika przyroda rzuca na kolana, jedynie miasta i świadectwa kultury jakoś nie oszałamiają.
Jeden z ciekawszych parków na Borneo. Sporo do zobaczenia, a wszystko podane jak na tacy.
Do Endau Rompin trudno się dostać, praktycznie nie jest to możliwe bez pojazdu z napędem na cztery koła. Wyprawę najlepiej zorganizować u agenta w KL lub Johor Bahru. Trudny dojazd oznacza bardzo mało turystów (super) i słabą infrastrukturę (trochę gorzej), ale to być może jedyne miejsce, gdzie wyprawa w dziką dżunglę jest na prawdę dzika.
Jedna z uroczych wysp z wyśmienitymi warunkami do nurkowania. Mniejsza i mniej skomercjalizowana od Tioman, za to równie piękna.
Jedno z najlepszych miejsc do snorkelowania w Malezji. A do tego olbrzymie wrażenie robi resort na palach na środku oceanu. Szkoda tylko, że nie jest najtaniej.
Borneo jest jednym z najlepszych miejsc w Azji na bliski kontakt ze spektakularną przyrodą. Warto się pośpieszyć, bo z każdym rokiem dżungli ubywa, za to wszędzie coraz więcej plastikowych butelek.
Doprawdy rajska wyspa, śmiało może konkurować z Tajlandią. Słodkie lenistwo w hamaku, najlepiej z dobrą książką i kąpiele w wodzie przejrzystej, jak w basenie, właśnie po to się tu przyjeżdża. Nie zapomnij wykąpać się w wodospadzie.