Właśnie wrócilem z 10-cio dniowego pobytu w tym kraju. Polecam. Kraj jeszcze nie zepsuty turystami, jak np. Nepal, zaskakująco duży procent mieszkańców mówi po angielsku, nie zdarzyło się aby ktoś próbował mnie tu naciągnąć czy oszukać, zwykli ludzie są pomocni i ciekawi świata, nie zdziwcie się jak was zaczepią bo chcą po prostu porozmawiać po angielsku. A co do oporów moralnych - czy jechać do kraju rządzonego przez wojskowa juntę? No to zadam pytanie: a czy macie opory aby jechać do Chin? Przecież tam też żądzi junta, tyle że cywilna. Tam też jest zamordyzm, przeciwnicy polityczni w więzieniach, notoryczne kary śmierci na nich, cenzura, inwigliacja, blokowanie internetu - i co? Nikt jakoś nie porównuje Chin z Birmą, a to przecież to samo. To prawda że dacie trochę zarobić reżimowi: bilety do pagód, zapłata za bilet na autobus, hotel. Ale oprócz tego dacie zarobić zwykłemu człowiekowi - rikszarzowi rowerowemu, czy konnemu, sprzedawcom pamiątek, pocztówek, 'restauratorom', przewodnikowi, czy 'gondolierom' znad jeziora - ci ludzie utrzymują swoje rodziny z turystów, więc nie bądźcie dwulicowi i jedźcie tam!
Rzeczywiście świetne miejsce. Może nie Angkor, ale równie dużo uroku. Zachód słońca i fotografowanie po zachodzie kiedy pojawia się lekka mgiełka - obowiązkowe. Najlepszy i najtańszy jest zdecydowanie rower (1,5$ dzień), teren jest płaski, można jechać na cały dzień. Jak ktoś nie lubi upału to proponuję zacząć wcześnie rano, a pomiedzy 12-14 przesiedzieć gdzieś w cieniu przy butelce zimnej wody, zresztą przy głównej drodze są drzewa więc nie jedzie się ciągle w słońcu. Odległości nie są duże mi udało się objechać w jeden dzień wszystko: od starego do nowego Bagan i z powrotem, a nie należę to wielbicieli roweru. Natrętni są rzeczywiście sprzedawcy malowideł, ale trzeba przyznać ze te obrazki malowane z piaskiem rzecznym są ciekawe i warto sobie kupić chociaż mały za 1,5$.