Świat zupełnie nierealny dla Europejczyka. Pogodni ludzie, którzy mają niewiele, ale nie narzekają. Fascynuje jak człowiek moze zamieszkac w pozornie niegoscinym środowisku. Dla mnie niezwykłe... I bardzo malownicze miejsce.
Marzenie, które się spełniło. Polecam poświecic temu miejscu kilka dni. Angkor i Bayon to nie wszystko. Jest jeszcze porośnięta dzunglą TaPhnom i różowa świątynia kobiet Bentley Srei (tak sie to pisze?) - i kilka innych, ukrytych na uboczu. I tajemnicze miejsce: Kbal Spien, do którego idziemy przez dzungle. Kryje sie tam święty strumień z wyrzeźbionym kamiennym dnem, aby przeływająca przezeń woda zostala pobogosławiona niosąc święoś dla całej okolicy.
Przytłaczające to miejsce. Cos smutnego jest w tym miescie. Mozna zwiedzic palac - choc ten w Bangkoku robi wieksze wrazenie.
Ale wizyta w muzeum jest poruszajaca do glebi.Warto zobaczyc jak straszną historię ma ten kraj, co ludzie drugim uczynili. Powinniśmy pamiętac o ofiarach i wstydzic ze ludzkosc ma tyle krwi na rekach.
Warto było wybrać się do tak odległego kraju. Wietnamczycy uprzejmi, z zasadami. Komunistyczne flagi, które mimo symboliki wszechobecnej ideologi dodają kraju niesamowitego uroku. Domy smukłe, wysokie i długie. Ryż i wódka ryżowa. Rodzinne spotkania przed domami. Targi rybne i owocowe. To wszystko sprawia, że klimat panujący w Wietnamie jest wart poznania.
Siedzimy na podłodze w jednej ze swiątyń na jeziorze Inle przysłuchując się śpiewom modlitewnym. Ludzie siedzący obok podpełzaja nieznacznie coraz bliżej. Z zaciekawieniem się nam przygladają, nie są jednak nachalni. Dopiero ośmieleni uśmiechem podchodzą bliżej. Zaskakujące, jak wielu świetnie mówi po angielsku. Miej mnie w sercu - mówi starsza kobieta. Nad figurką Buddy dwóch moich towarzyszy zapala kadzidło. Figurka jest tak oblepiona cieniutkimi płatkami, że zupełnie stracila już kształt. Jakiś Birmańczyk przykleja płatek złota. Spogląda w oczy Tomkowi i mówi: przyklejam go w podzięce że do nas przyjechaliście. Birmańczycy są wspaniałymi ludzmi, emanuje z nich jakis wewnętrzny buddyjski spokój i pogoda ducha, mimo trudnej sytuacji ich kraju. Są bardzo otwarci i spragnieni kontaktu z zachodem. Buddyjscy mnisi proszą o pozowanie do zdjęcia, które robią komórkami, wymieniają sie z nami mailami. A kraj, w którym mieszkają jest przepiekny, magiczny i z pewnością wart niespiesznej uwagi. Dla mnie to do tej pory nr 1, a troche świata już widziałam ;) A do listy miejsc warto dodać Kakku.