Miejsce o swoistej magii.Juz sama podroz rzeka Kaladan,czesciowo noca przy swietle ksiezyca wprowadza czlowieka w iscie conradowski nastroj.Odplywa sie z portu w Sittway,gdzie jest sie jednym lub jedynym bialym, by po 6 godzinach spedzonych na lezaczku doplynac do Mrauk U.
Towarzyszyl mi lokalny przewodnik,student z ktorym odwiedzilismy rowniez jego rodzine mieszkajaca w bardzo spartanskich warunkach.Mily chlopak,aczkolwiek przypuszczalnie agent tamtejszej policji,nieustannie ostro krytykowal wladze,na co raczej malo kto tam sobie pozwala.
Samo Mrauk U w odroznieniu od Paganu,ktory staje sie coraz bardziej komercyjny robi wrazenie jakby niedawno je odkopano i niewiele to odbiega od prawdy.Swiątynie i forty mozna zwiedzac rowniez wewnatrz i akurat te mroczne zakamarki tworza atmosfere jakiej nigdzie indziej w Birmie nie doswiadczylem.
Ludzie jak wszedzie mili,uczynni warunki noclegowo zywieniowe nienajgorsze jak na tak totalne odludzie.Polecam....
Szeroko półkolista plaża otoczona wianuszkiem mniej lub bardziej wygodnych chat czy wrecz rezydencji a 400$ za noc,oddzielonych drogą od domkow lokalnej ludnosci.Zestawienie miejscami cholernie szokujące,ale Birma wlasnie taka jest w wielu miejscach.
Singapore Sling 5$,ciastko podobnie,widok z wygodnego fotela na piekny zachod slonca za darmo,podobnie jak i lezaki i palmowe parasole na plazy.
Jedyne miejsce jak dotad w ktorym powrot z kolacji na wysepce tuz przy brzegu zmuszony bylem odbyc wplaw,co biorac pod uwage pełny brzuch i wsteczna falę szlo dosc kiepskawo.NA plazy oczekiwaly psy plaży,ograniczajace sie do niegroźnych,podobno,powarkiwań,na szczescie najwyraźniej rownież po kolacji.Za bardzo sympatyczny hotel Ngapali Resort placilem 25$ za dobę,dopiero na koniec niestety odkrylem ze mają chyba najlepszą kuchnię w okolicy.Generalnie fajne miejsce na bardzo spokojne pare dni oddechu spedzone w zaleznosci od stanu kieszeni w mniej lub bardziej luksusowych warunkach.
Piękny,bardzo ciekawy,wciąż jeszcze naprawdę egzotyczny kraj w którym czas zatrzymał lub został zatrzymany parędziesiąt lat temu,a w niektórych miejscach jeszcze dawniej. Chyba jeszcze tylko tam,lądując w drugim co do wielkości mieście - MAndalay - chodzac głownymi ulicami mijasz ogniska palone na środku jezdni,przy których lokalna ludność w towarzystwie pasących się krów spożywa kolacje,przynajmniej tak było 6 lat temu. Do zobaczenia miejsca niepowtarzalne w skali światowej jak Pagan,Shwedagon czy Mrauk U oraz archipelag Merqui do którego dopiero parę lat temu uchylono furtkę,niestety za dość wygórowaną opłatą,którą jednak rekompensują cudowne plaże na których jesteś jedynym gościem,rzecz osiągalna już w niewielu miejscach na świecie o porównywalnej urodzie. Biorąc pod uwagę tempo w jakim niedaleką PHi Phi z cudu natury przekształcono w kołchoz turystyczny z bankomatem na każdym rogu - warto się spieszyć.
Tajlandia to Grecja Azji,podobny luz,przepiękne wyspy z wszelkimi odcieniami turkusu,szmaragdu i błękitu,oszałamiająco piękny pałac królewski w Bangkoku,piękne kobiety i bardzo wyrafinowana kuchnia.A że wszystko to za niewielkie pieniądze i akurat wtedy gdy w Polsce człowiek zwolna zamarza....nic tylko jechać,aczkolwiek raczej w miejsca które jeszcze zachowały sporo ze swej dziewiczości jak np. Ko Surin czy park TArutao.
Przepiękne krajobrazowo miejsce,zas Maya Bay lokuje się zasłużenie wśród najpiękniejszych zatok świata.Nieprzypadkowo więc została uwieczniona jako The Beach w filmie o tym samym tytule co niestety dodatkowo ją dobiło.AKtualnie można tam popłynąć na parę godzin,stopień zatłoczenia zaczyna równo niwelować uroki jej zakątków.I pomyśleć ze jeszcze 20 lat temu było tam tylko skupisko paru bambusowych chatek pozbawionych wszystkiego..... jednym słowem,śpieszmy się podróżować do takich miejsc,zanim odejdą na zawsze....dyskretnie of course.
Chociazby z tego powodu ze sznse na spotkanie turysty minimalne,wiec zachowalo mnostwo autentycznosci.Ciekawy targ,port,olbrzymie drzewa obwieszone nietoperzami......miejsce gdzie mozna zrobic swietne zdjecia,no a przede wszystkim brama do Mrauk U. Kto szuka w Azji egzotyki i zapomnianych klimatow powinien sie tam przeleciec,aktualnie w Birmie to zaden problem,lata sie jak tramwajem.
w Rajastanie chyba najpiekniejsze miejsce,glownie ze wzgledu na klimat.Miasto to wlasciwie olbrzymi fort zamieszkaly przez ciekawych i przyjaznych ludzi.A tuz za brama pustynia na ktorej mozna przezyc niejedna przygode,nawet zycia jesli sie ktos uprze.Swietny hotelik,Nizaram cabana,urzadzony przez ewidentnego artyste.