Lśniące fasady meczetów, piękny most nad rzeką, czysto, mili ludzie, na bazarach spokojnie można podziwiać znakomite wyroby rzemieślnicze, bardzo tania biżuteria.
Do Mashadu przyjechaliśmy z Pakistanu, jadąc wzdłuż granicy z Afganistanem. Byliśmy w zespole świątyń , przy grobie Immama Rezy atmosfera tego miejsca jest ekscytująca, niezwykle podniosła, wnętrza bajecznie zdobione niczym ogrody skarbów.Iranka z naszego hotelu pozyczyła mojej dziewczynie czador i byliśmy ubrani wzorowo, zapytano przed wejściem skąd jesteśmy, na naszą odpowiedż Lechistan- odpowiedziano z uśmiechem: Welcome !
Niezapomne wspaniałej iranskiej rodziny, która udzieliła nam noclegu w Teheranie, byliśmy też na wieczornych spacerach w licznych ogrodach, zdumiało mnie że płynące przez ogrody strumienie wody były bardzo czyste.
Do Teheranu przyjechaliśmy autobusem z Istambułu ( raptem 48 godzin ), no ale dzięki temu już w autobusie mieliśmy wielu irańskich przyjaciół i gościne w Teheranie
Hotelik w Zahedan był pod psem ale musieliśmy odpocząc po wykańczającej podróży przez pustynie w Pakistanie. Sam folk w Zahedanie bardzo ciekawy, mieszkają tam Beludżowie, jest tam inaczej niż w zachodnim czy centralnym Iranie, ludnośc bardziej religijna, autobus zawsze zatrzymywał sie w określonych porach aby pasażerowie mogli opuścić autobus, położyć dywanik w stronę Mekki i pomodlić się. Jest tu zatrzęsienie soczystych bardzo orzeżwiających owoców - granatów.
Granica Iranu i Pakistanu jest miejscem ciekawym jako granica cywilizacji. Tu kończą się dobre drogi, europejskie ubrania mężczyzn, porządek i ład. Zaraz po opuszczeniu Iranu widzimy jakby inny świat, domy ulepione z gliny,plemienne klany, tu zaczyna się podróż w czasie, czasami jakby 500 lat wstecz
Tabriz leży na wybitnie sejsmicznym miejscu, dlatego tak niewiele zachowało się tu zabytków, choć to miasto wiekowe.Teraz wszystkie domy stawiają na elastycznych metalowych palach.Tu sporo osób zna rosyjski,mieszkańcami są Azerowie,mają poczucie humoru ! fajna rzecz, rozumieją słowo: ciut, ciut ( chyba jest to pochodzenia tureckiego )
Polecam herbaciarnie, sklepy z owocami, herbatą,można tu kupić za pare gorszy świetne winogrona, rodzynki, herbate.Tu serwują najlepsze w Iranie szejki owocowe.
Naprawde świetna herbata, twardą kostkę cukru trzyma się podczas picia pod językiem.
Przypłynąłem tu łodzią z Ranong w Tajlandii i zatrzymałem sie na pare dni. Super miejsce dla poszukiwaczy egzotyki i przygód.Warto wybrać sie na wioski, tam z reguły nie widziano nigdy europejczyków, ludność jest tak sama ciekawa nas jak my ich.Wnętrze domów bardzo miłe, mieszkańcy ubierają się bardzo kolorowo a kobiety pięknej urody. W mieście po 20-tej wyłączany jest prąd , więc na nic klimatyzacja, wiatraki i lodówki. W miejscowej remizie strażackiej dzielnie służy polski wóz strażacki STAR- skąd się tam wziął ?
Diu była niczym oaza w czasie podróży po Indiach, polecam hotel Kohinoor- basen, jaccuzi, świetna restauracja.
Przyjechaliśmy tu taxi z Veravalu - jakies 80 km w 3 godziny przez pola i błota,na granicy z Diu,nagle wielopasmowa oświetlona droga,dostępne piwo ! W gudżaracie -wegetariańskim stanie dzainistów jedliśmy tylko papki z warzyw a alkoholu mozna było zapomnieć.
Palitana- stolica dżainistów, tylko papki warzywne do jedzenia, wybraliśmy się na wzgórze bez wody, pod drode były wielkie zbiorniki z wodą dla pielgrzymów ale strach z tego pić.Po wejściu euforia- naprawde ciekawie.Zejscie znowu tysiące schodków, upał, na dole wypijamy jednym łykiem 2 litry wody. Przeklęta męczarnia, co ich nawiedziło żeby budować tyle światyń na szczycie ?
Do Lao Cai jechaliśmy autobusem z Kunmingu w Chinach wzdłuż rzeki Czerwonej.Autobus jedzie ok 12 godzin do Heikou, linia kolejowa choś istnieje jest nieczynna.Pociągi kursują na odcinku wietnamskim Lao Cao -Hanoi ( są sypialne wagony ).
Pozdróż autobusem z Kunmingu do granicy z Wietnamem nie jest zła- całkiem wygodny, zatrzymuje sie po drodze w jednej z restauracji i posiłek jest na koszt formy, mają tam świetną zupę z jakichś liści. W rejonie Mengzi mija sie klilka muzułmańskich miast po czym autobus wjeżdża jakby na Orlą Perć i tak sie już jedzie pod granice z Wietnamem, z obu stron przepaście a jezdnie w Chinach nie mają krawężników. Heikou w Chinach i Lao Cai w Wietamie to najbardziej folkowe rejony jakie znam w Azji Płd Wsch.
Z Lao Cai do Hanoi ( 12 godzin ) niestety wybraliśmy autobus, przerobiony na ciężarówkę do przewozu worków z warzywami ( wszystkie autobusy pełnią tą funkcją jako podstawową ), jeden z worów 60 kg cały czas opierał mi sie o ramie, w środku pełno kurzu, bo wieżlismy tez jakies trawy, na dachu i w lukach bagazowych pomarancze z Chin, po rozwiezeniu buraków w Hanoi przypomnieli sobie o nas i wysadzili nas gdzieś tam na wylotowej ulicy.Byliśmy tak zmęczeni, że nie mieliśmy sił szukać hotelu i wykupiliśmy pokój w jednym z bardzo licznych hoteli bum- bum