Nie tylko dla Buddystów;-). Piękna stupa plus okalające ją bramy z niezwykłymi zdobieniami. Wspaniałe miejsce do wyciszenia -szczególnie polecam rano i o zachodzie słońca.
Zapierające dech w piersiach świątynie wykute w skałach. Zwłaszcza Świątynia Kailasanatha (główna)! majstersztyk, który warto zobaczyć. Ale osobiście najlepiej czułam się w bocznych jaskiniach buddyjskich, gdzie dociera nieco mniej turystów.
Niestety jak we wszystkich miejscach wpisanych na listę UNESCO należy spodziewać się tłumów, które raczej nie pozwolą na spokojną kontemplację;-). Zwłaszcza rozkrzyczane wycieczki Hindusów (w tym wycieczki szkolne), które wysypują się z autokarów przez calutki dzień...
Varanasi się kocha albo nienawidzi. A najczęściej obdarza się to miejsce tymi dwoma uczuciami jednocześnie;-).
Mam tylko jedną radę (dla osób,które oczywiście mogą sobie na to pozwolić) - trzeba POBYĆ w Varanasi troszkę dłużej niż 2-3 dni. Wtedy jest bardzo duża szansa na to, że szala uczuć przechyli się w stronę miłości. I to już będzie uczucie dozgonne;-).
Miejsce samo w sobie jest istotnie urzekające. Przepiękna okolica, cudowne świątynie, jest się gdzie zaszyć, mimo że tłumy walą tam drzwiami i oknami...
Ale masowa turystyka -moim skromnym zdaniem - zdecydowanie miejscu nie służy. Miasteczko, a właściwie wioska stała się niemal całkowicie podporządkowana gustom turystów,począwszy od jedzenia, poprzez muzykę, którą można usłyszeć w knajpach, na ciuszkach kończąc.
Tak zwana "druga strona" rzeki to raj dla backpackersów. Szkoda tylko, że turyści są tam skazani na swoje bardzo liczne towarzystwo. Powisieć w hamaku - bardzo miło, wypić zimne piwko, zapalić- why not? Nawet przejść się "głównym deptakiem" od biedy można (choć zaczyna przypominać nadmorski kurort;-) - ale jak długo?
Cóż... Co kto lubi;-).
Okolica wspaniała, dla samych spacerów warto tam wpaść na kilka dni, ale nie ma tam co liczyć na "obcowanie z duchem Indii". Już dawno stamtąd uciekł;-)